Im dłużej żyjemy-tym większe zataczamy kręgi:)


Obserwatorzy

sobota, 14 stycznia 2017

Ryżowa, melanżowa czapka z pomponem:)


Kilka lat temu zrobiłam zwykłym ściągaczem, 
 z jednego motka taką prostą czapkę.


Jeszcze wtedy nie umiałam robić bezszwowo.
Oczywiście czapka trafiła do pudła, nikt jej nie nosił a ja o niej zapomniałam.



Niedawno wyjęłam, obejrzałam dokładnie i nie podobał mi się szew bardzo. 
Nie namyślając się sprułam, przerobiłam na okrągło,  na drutach z żyłką.
Dodałam do tego motka jedną, cienką nitkę szarej wełenki, żeby splot był grubszy.


Chyba drugi czy trzeci raz w życiu robiłam coś ryżem, bo nie przepadam za tym wzorem.
Ale skoro modny:) i w czapce, moim zdaniem wyszło fajnie.



Córka miała dodany w gratisie do kurtki szary pompon z futerka.
Dołączyłam do niego  nitkę,
przewlekłam u góry czapki, by można było odczepić do prania.


Moje dzieci orzekły zgodnie,
 że wygląda jak kupiona w firmowym sklepie:))



No a przecież ma wyglądać, jak robiona ręcznie, 
unikatowo i oryginalnie:)
Ot paradoks:)


niedziela, 8 stycznia 2017

Słoik z landrynkmi- czyli zimowy sweterek z łotewskiej wełny:)


Na okres świąteczny wyłączyłam komputer zupełnie, 
by nieco od niego odpocząć. 
Śledziłam jednak pocztę w telefonie, 
przeglądałam Wasze blogi i dziewiarskie nowości. 
A w międzyczasie, niespiesznie przybywało sweterka.
Postanowiłam, że nie będę się ścigać z czasem, 
bo wełna cieniuchna, po co mam się wkurzać?
Czasem w ciągu dnia zrobiłam tyko kilka rządków, 
ale i to zaliczałam do małego sukcesu, czyli na plus.
Przecież żeby nie zwariować zupełnie w naszym pędzącym
i często tragicznym czasie na świecie, trzeba cieszyć się chwilą!:)
I z takich małych chwil powstał sweterek- przypadkiem "piórkowy".
Zużyłam na niego 170 gram wełenki, czyli ze średniego motka zostało mi maleństwo. Dodałam nieco moheru w różnych, ale pasujących kolorach, żeby sweter nie był zgrzebny za bardzo:)
Tak więc w całości sweter waży niecałe 200 gram, tyle co puch:)


Dziś mam jedynie zdjęcia robocze, bo niestety, żeby nie było tak sielankowo...
gdy już skończyłam sweter i potrzebowałam coś tu do Was napisać, okazało się, że mam awarię komputera...do nie wiem kiedy:(
Dziś korzystam z uprzejmości znajomych, 
którzy pożyczyli mi na chwilę "laptoka":)
Więc kiedy powstanie następny post, trudno mi powiedzieć...:(
I tak wracając do zdjęć roboczych, następne, 
bardziej realne czyli obrobione, wyraźne sploty i kolory  mam w planach:)


Sweterek jest przed praniem, skręca się lekko w jedną stronę, 
bo wełenka Liloppi Luna jest uprzędziona z jednej nitki.
Ponieważ jest to wełna organiczna, ma w sobie sporo mikro źdźbeł traw i siana.
Wszystko skrupulatnie wyciągałam, 
pasmo po paśmie  przed wrobieniem w dzianinę
- kolejny test na moją cierpliwość
- jeszcze ją mam w sporej ilości:)


Muszę przyznać, że obejrzałam już sporo prac z tej wełny.
Na "facebooku" Karolina wraz z Wami,
dzierga z niej wiele chust- entrelaców.
U innych babeczek powstają chusty, sukienki i swetry:)
Jest się czym inspirować!

Zatem do miłego Mili Moi ,
czyli do czasu, aż:
- upiorę sweter
- on pięknie zmięknie:))
- zapozuje mi uśmiechnięta modelka oraz
- uda mi się to wszystko Wam skrupulatnie zrelacjonować.

A na 
Nowy Rok;
życzę Wam tego co i sobie:
Oby wszystko w naszym życiu było sprawne!!!!
Czy to w sferze materialnej, czy duchowej:)


piątek, 23 grudnia 2016

Świąteczne życzenia;)



Wszystkim Wiernym
Czytelnikom
bloga życzę; 

Spokojnych, błogich, rodzinnych, radosnych 
oraz kolorowych bogactwem dobrych uczuć

Świąt Bożego Narodzenia:)

środa, 21 grudnia 2016

Nadal dziergam kolory:)


Tak, to mój prezent "Mikołajkowy";)
Łotewska Luna.
Dziergam sobie pomalutku, oczek dużo, 
przewijają się kolory przez palce....dla spokojności:)


Niespokojnie na Słońcu, niespokojnie w świecie, 
za naszymi granicami, i u nas...na naszych ulicach.
Nawet mojego domu wczoraj nie ominęło nagłe, 
niespodziewane tornado z huraganem razem wzięte:(

***
A dziś....tu niby mam przygotować święta....
 nagle zaniemogła moja najwierniejsza psiunia- Sarenka. 
Dopiero co Kocio doszedł do siebie jako tako po operacji
(choć nadal z niepokojem czekamy na wyniki w kwestii onkologicznej)
a znów czekają nas wizyty u weterynarza.

***
A co ja robię wieczorami, biorę druty i dziergam....
Kiedy przechodzi oczko za oczkiem, gdzie nie trzeba śledzić wzoru,
a czynność niby monotonna, powtarzana, daje chwilowe poczucie bezpieczeństwa.

Myśli powoli się uspokajają, wygładzają niepokoje,
przychodzą nawet rozwiązania problemówe mniejszych i większych...
Świat zawężam sobie wtedy do  mojego prywatnego  azylu,
jaki zajmuje miska z wełną i przybywająca dzianina.


Ten post dedykuję wszystkim
Dziewiarkom:) 
- wiecie o czym piszę:)


Tu kawałek miejskiej choinki na katowickim rynku:)

***
Takiej spokojnej chwili wytchnienia
w  nawale prac Wam życzę;)

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Szydełkowa poduszka dla małej Nafas:)


Musiałam zmierzyć się tym razem
z nie lada zadaniem:)
Alina poprosiła o poduszkę dla 4-letniej dziewczynki, 
która mieszka w Londynie. 
I...byłoby super, gdybym wyszydełkowała Jej imię;)


Teoretycznie się da, a jakże:)
Ale ja nigdy dotąd nie  szydełkowałam ściegiem gobelinowym, 
jakie widuję na blogach,
a na eksperymenty, niestety nie miałam czasu.


Postanowiłam wybrać znaną mi metodę
wzorów wrabianych,
na drutach. 


Tak powstała Nafas:)
Doszyłam do  tego kwadraciki
i jakoś udało mi się "sklecić" podusię:)
Miałam dowolność koloru i wzoru.


Alina do końca nie wiedziała, jak poduszka wygląda. 
I takie dziewczyny kocham najbardziej:) 
To znaczy te, które do mnie wracają i dają mi
wolność
w tworzeniu:)

Tył zrobiłam w różu i turkusie.


Poduszka spodobała się,  a i ja jestem zadowolona, 
że mój pomysł się udał. 


Podusia zrobiona w całości z akrylu 
plus nieco mojej jaśniutkiej, różowej włóczki:)



I tym oto sposobem, jak nigdy dotąd o tej porze,
skoro skończyłam szydełkowe i dziane  prezenty:)
mogę się cieszyć dzierganiem wyłącznie dla siebie, 
z mojego... Mikołaja:))
Dodatkowo przyplątało mi się paskudne przeziębienie.
Odpukać... dawno już tak nie chorowałam...
więc żeby nie zwariować i skutecznie, w łóżku zwalczyć wirusa,
zajęłam na kilka dni ręce drutkami. 

Ale o tym, już w innym poście;))

wtorek, 13 grudnia 2016

Szydełkowa poduszka- orientalna:)


Dziś  w nocy skończyłam( czytaj; wszyłam nitki i zatrzaski:))
tę energetyczną poduchę;)

Jest spora, rozmiar ok. 48 x 48 cm, wchodzi poduszka 50 x 50 cm. 
Niestety, ja do zdjęć nie posiadam takiej:(

Zawsze jak robię  na bardzo szybko poduchom zdjęcia,
(zazwyczaj tuż przed wysłaniem), okazuje się nagle....,
że nie mam odpowiednich do prezentacji wkładów. 

Obiecuję sobie wówczas solennie, że poszyję,
bo przecież i białe płótno mam w domu i wkład do środka też się znajdzie...
I tak do następnej poduchy:))
Po prostu zapominam, znacie to? :)


No ale do rzeczy. 
Poducha orientalna, bo to już druga , która poleci do Algierii:)) 
i dołączy do mojej poprzedniej, białej w multikolorze.

Alinka podesłala mi takie zdjęcie, żebym zrobiła podobną.

Zródło: nieznane mi, internet.

No i jak wspominałam, pozmieniałam kolory. 
Całą poduchę zrobiłam z akrylu
Lisa Premium od Liloppi:).


Jak orient, to i kwiat lotosu, pomarańcze  i curry,
fiolet nieba o zachodzie, 
turkus morza,
oraz nieco szarego popiołu ze świętego ognia i  kadzidełek...:)


Tył poduszki jest gładki, tym razem nie protestowałam,
bo czas naglił i skurczył się nam niespodzianie, o kilka dni,  
wraz z przyspieszonym terminem wylotu samolotu.


Tu na razie  zajawka drugiej podusi, dla małej dziewczynki.



Poduszka razem z orientalną, również poleci za granicę,
ale nieco bliżej:)


Cdn...
niebawem:)

niedziela, 11 grudnia 2016

Kolejna, nowa włóczka poszła w ruch:)


Tym razem mam okazję 
testować nową włóczkę akrylową. 


Zupełnie inaczej niż zwykle, przy patchworkowych poduszkach,
(kiedy mieszam różne włóczki jakie mam w domu) 
postanowiłam użyć tym razem wyłącznie tego samego gatunku i marki.

Również kolory pozmieniałam znacznie, 
zupełnie inaczej
niż dostałam wzór. 
Ale o tym w następnym poście,
gdy sesja poduchy  będzie gotowa.


I wracając do włóczki, jest to bardzo miękki i miły w dotyku, 
nieco śliski, taki jakby ciut chłodny akryl. 


Idealnie nadaje się na poduszki i pledy, jest miękki, delikatny,
świetnie sprawdzi się w takich wyrobach dla dzieci.


Bogata paleta kolorów,  lekko perłowy odcień włóczki,
oraz przystępna cena sprawiły, że wybrałam właśnie 

Szczerze ją Wam polecam,
do nabycia  

Poduszka jest skończona, 
ale szarość i ciemność dnia nie pozwoliły mi dziś na zdjęcia. 
Te są zrobione kilka dni temu.


Teraz robię biało-różową poduszeczkę,  dla małej dziewczynki, 
również z tej samej włóczki:). 



czwartek, 8 grudnia 2016

Duże i małe bawełniane kwiatki:)



Tych kwiatuszków zrobiłam sporo, bo w sumie 60sztuk :)
Kolory miały być radosne, nasycone.


Pamiętacie jak z dużych kwiatków robiłam firankę
dla Lawendowej Kingi? :)
Teraz, jak tak patrzę na zdjęcia,  pomyślałam,
że można z dużych i małych zrobić nie tylko firankę.



  Świetnie bezie wyglądała  narzuta , kocyk do łóżeczka dziecka, 
 również coś do ubrania, 
czyli  tunika, spódnica, sukienka...:)



Jednak wówczas należy użyć znacznie cieńszej  bawełny.



Jutro kwiatki lecą do Justynki, a ona powiesi je na  swojej kolorowej, 
wielobarwnej  choince!:)



Celowo nie robiłam im zawieszek, 
dodałam jedynie sporo zielonej bawełny na sznureczki. 


 Po zdjęciu z choinki,
będzie je można wykorzystać na dekorację pokoju dziecinnego
lub na  święta wiosenne:)

Czyli kwiatki z bawełny są 
mega
uniwersalne!:))

wtorek, 6 grudnia 2016

Mój wełniany Mikołaj!:)


źródło; ze strony Liloppi:)

W tym roku byłam bardzo grzeczna:)) i doczekałam się na Mikołaja. 
Przyniósł mi cudownie kolorową wełnę,
bo cóż innego może dostać tęczowa i zwariowana  dziewiarka? :))
Ano włóczkę!!!!

W bajecznie odlotowych kolorach, o nazwie jak z słodycz dzieciństwa:
"Słoik z landrynkami:))". 

Wełenka 100 %, łotewska, cienka, ręcznie farbowana Luna.
Taką i jeszcze inne odlotowe ale i spokojne melanże kupicie
w sklepie Liloppi, o tu:)


Jeszcze nie wiem co z niej sobie zrobię....
ale już się nie mogę doczekać, aż znajdę tę chwilkę dla siebie:))


Aż z wrażenia zamazał mi się obraz w aparacie, 
przy zdjęciach:))

A tu moja Sarenka, zakopana w pościeli, bo śnieg u mnie za oknem...
czeka na swoje prezenty:))


Pewnie myśli: no tak, mama z "tego" sweterka mi nie zrobi...:(
No i niestety, ma rację;)