Im dłużej żyjemy-tym większe zataczamy kręgi:)


Obserwatorzy

czwartek, 22 września 2016

Kremowy, jesienny sweterek w paski- prawie piórkowy:)





Skończyłam go jakiś czas  temu, ale  z powodu nawrotu letniej, 
upalnej pogody- odłożyłam na bok,
 razem z wszyciem nitek:)



Teraz, kiedy się trochę ochłodziło i przyszła jesień;)
 wyjęłam go- na razie do zdjęć. 
Oczywiście Luśka towarzyszyła mi dzielnie;)
podczas całego procesu tworzenia swetra:)




Robiłam go od góry, bez zszywania, uwielbiam takie projekty. 


Oczywiście nie bez prucia, karczek i ściągacz ściegiem francuskim 
w końcu udało się dopasować, by dekolt nie był zbyt duży , ani za  mały:)

Jak widzicie, ze sweterka zrobiła się tunika, 
ale celowo dodawałam oczka po obu bokach.
Taki model odpowiada mi najbardziej. 

Trochę, ze względu na paski wyglądam w nim jak bałwanek, ale nic to:)
Nie są  to moje ulubione kolory, bardzo rzadko chodzę w brązach i beżach. 


Ale jak zamotam się jakimś kasztanowym, zwiewnym szalikiem, 
włożę zapomniane swoje kolczyki, będzie ok:)


Te kolczyki zrobiłam sobie kilka lat temu, z kordonka, 
dodałam złote nici.
Już je chyba prezentowałam na blogu, 
w początkach mojego pisania, to już minęło 7 lat? :)
Wówczas kolczyki dla siebie robiłam  hurtowo, w różnych kolorach. 
Może czas by wrócić do tego i zrobić nowe wersje i nowe kolory? :)


Chce jeszcze pochwalić się cudownym, miodowym mydełkiem, 
jakie dostałam w prezencie od znajomej. 


Widzicie tę piękną, wytłoczoną pszczołę:) na tymianku?... a jak pachnie:)
 Nuta miodu , ziół i cytrusów, na razie tylko delektuję się zapachem:)
Mydełka są robione ręcznie przez ekologiczną pasiekę. 


Można je nabyć w sklepie w Katowicach o wdzięczne nazwie : 


Tam znajdziecie nie tylko miód w mydełkach, farmaceutykach, suplementach, 
ale również w kremach, świecach, soli do kąpieli
oraz dla smakoszy- miody pitne, pierniki, czekolady  albo krówki.

Jeszcze tam nie byłam, ale zapewne się wybiorę, 
bo zapach mydełka po prostu jest urzekający:)

Tymczasem wracam do moich kolorów, 
w "alpejskim jeziorze" robię rękawy:)

piątek, 16 września 2016

Projekt- "Alpejskie jezioro":)



Powiem Wam, że prawie z cudem:))
graniczy zrobienie zdjęć  dzianin, 
które aktualnie robię...
bez moich towarzyszek.


Obie przybiegają natychmiast, 
gdy tylko rozłożę dzianinę lub nawet wezmę druty do ręki. 


Lusia , czyli moja biała kotka potrafi nawet przytulić się do włóczki, 
mruczeć  i ugniatać łapkami ją tak, 
jakby to był drugi kociak. 


Nie ma lekko:)) 

Moje "alpejskie jezioro" wygląda już zupełnie inaczej,
 musiałam nieco spruć, 
ale cóż- taki proces tworzenia:))


Pozdrawiam Was nadal 
słonecznie i kolorowo:) 

sobota, 10 września 2016

Żółto-turkusowe skarpety i albańskie kolczyki:)


Za oknem upał, cudowny, piękny wrzesień...
a ja znów znalazłam zapomniane,
 zwariowane i misz- maszowe skarpety:)


Zrobiłam je jako jedne z pierwszych, więc mają przekręcone oczka,
 są za grube i nieco sztywne.
Obie pary mają jednakową liczbę oczek,
 na zdjęciach wyszło jakby były  różne,
 z dwóch par:))
Po prostu jedna przymierzałam przed zdjęciem i tak zostało- nierówno:)
Oczywiście je spruję, zrobię na nowo, 
chyba już z pojedynczej włóczki. 


Głównie jest to wełna, oraz nawet 
mieszanka wełny i angory- ten turkus z metaliczną nitką;)


Kolorystycznie wpasowały mi się śliczne kolczyki, 
jakie dostałam od córki z Albanii;)


Pani sprzedająca na targu zapewniała, 
że sama rękodzieło to stworzyła.


Jest to blaszka miedziana, z wygrawerowanym wzorem, pociągnięta emalią.
Z tyłu są zupełnie miedziane.


I na koniec- dawno nie było Laluni:)




Tu na moim stole, przy komputerze, 
dwie białe koteczki i myszka;))

niedziela, 4 września 2016

Wełniane skarpety marzeń-z celtyckimi warkoczami:)


"Jeśli zrobisz mi takie wzory, 
 będą to skarpety moich marzeń..."- napisała do mnie Agatka.
Zrobię, dlaczego nie? :)
Lubię wyzwania.


Źródło; internet

Dostałam taki oto piękny instruktarz i wełenkę.
No sądziłam, że będzie prosto, ale się troszkę przeliczyłam.



Grubość w tym wypadku podwójna, choć cieniutka, rozdwajająca się   włóczka, 
oraz ciągle zmieniające się wzory wymagały mojej uwagi i skupienia.


Prułam kilka razy, a to druty były za cienkie,
a to zapomniałam warkocza, który wychodzi z rombu:)


Innym razem oczka na pięcie nie układały się jakbym chciała, 
a na koniec wzór nie chciał wpasować się w gładkie palce:)




 Nie, mili moi, nie narzekam, ale czasem tak bywa, 
że nie tylko w życiu ale i w pasjach bywa pod górkę;) 
Znacie to, prawda?


Jednak cierpliwie skończyłam, mam nadzieję,
 że Agacie będzie nie tylko
 ciepło w stopy
 ale i miło je nosić:)


No,  tym sposobem sezon
 na dynie i skarpety otwarty:))


Jeśli jesteście zapobiegliwe,  robicie przetwory na zimę itp, 
warto już pomyśleć o jesieni i swoich bliskich.






Zimne dni a za nimi Święta przyjdą szybciej niż nam się zdaje-
więc zapraszam:)



Co do moich rąk,
w sprawie skarpet- nie ma kolejki:))


sobota, 3 września 2016

Historia żółtej...ażurowej, bawełnianej tuniki:)




Dziś znów trochę sentymentów,  
z niezbyt kolorowego PRL-u:)
Był rok 1987 i być może nie uwierzycie, 
ale włóczki nie kupowało się jak dziś w pasmanteriach czy sklepach dziewiarskich.
Czasem prawdziwą wełnę można było zdobyć u górali , przy okazji wyjazdu,  
lub kupić bezpośrednio na ulicy od handlujących w centrach dużych miast. 
Czasem  udało się kupić włóczkę koszmarnej niestety jakości, w dużych domach towarowych.
No i oczywiście śliczne wełenki i  np. mohery jedynie w PEWEX-ie:)
Pamiętam "anitex", który przypominał nieco tzw. półmoher i robił furorę...
niestety, do pierwszego prania, no może do drugiego. 
Robiła się z tego jakaś pozbawiona puszystości dzianina, powiedziałabym "szmaciana":(
No i tu , by nie przedłużać;) wracam do mojej żółtej bawełny. 
Mieszkałam wówczas w akademiku,
 i w osiedlowym sklepie, gdzie można było kupić :
 "schwarc, mydło i powidło"..:)
już od progu rzuciła mi się w oczy ta włóczka.


Była umieszczona niedbale, bardzo wysoko na regale, ot tak, 
samotnie sobie leżała, 
Oczywiście  w latach, gdzie nosiło się jeszcze kolory bardziej stonowane:) 
była zbyt krzykliwa, dlatego nie wzbudzała zainteresowania.
Nie patrzyłam już na nic innego, od razu kupiłam:) uszczęśliwiona cały zapas, chyba 1 kg;)
Nawet moja przyjaciółka, która świetnie dziergała, nie podzielała mojego entuzjazmu:)
I nawet nie o kolor mi tu chodziło, ale o to, że jest dobrego gatunku, 
perłowa, średniej grubości, w sam raz na druty.
Wówczas nie robiłam nic na szydełku.
Jednak, jak to w akademiku:) akurat miałam inne zajęcia, 
oraz na drutach jakiś sweter dla siebie, odłożyłam  bawełnę do szafy, 
bez konkretnego przeznaczenia. 


Przeprowadzała się ona ze mną co najmniej kilka razy, zmieniały się szafy i adresy:)
Ja założyłam rodzinę, urodziłam syna, 
nawet zrobiłam mu kilka ciuszków, w tym sweterków.
No ale ten kolor nijak do chłopca nie pasował. 
Potem urodziła się córka, ja zajęta obowiązkami, 
dziergałam raczej dla dzieci niż dla siebie. 



Ale, gdy córka miała chyba już rok:) w 1993 roku, 
wyjęłam tą żółtą, krzykliwą i papuzią w kolorze bawełnę:) -
 wydziergałam sweter.


Jednak,  jak wiecie fason rozciąga się w ażurowej dzianinie, po praniu zrobiła się tunika;))
Kupiłam sobie nawet super kolorową viskozę a'la Picasso:)  
i poprosiłam Mamę o uszycie długiej do ziemi,  prostej , 
letniej spódnicy z rozcięciami. 


Już jej nie mam ale tak właśnie  nosiłam w ciepłe dni tą tunikę.
Potem na długie lata odłożyłam ją do szafy, ona  w międzyczasie się sama zblokowała;), 
ażury wyprostowały, mnie przybyło kilogramów:). 
Ponieważ  figurę mam bardziej niż okrągłą, jakoś się w niej nie widzę, 
ale lubię bardzo:)
Już nawet raz, o TU:)
obiecałam Wam ją pokazać;)



Przy szyi początkowo duży dekolt ściągnęłam sznureczkiem, żeby było tak grzecznie;)
Teraz wyjęłam go i swobodnie też fajnie wygląda. 
Jak zrzucę trochę kilogramów, będę w niej chodzić;) 
obiecuję, bo fajnie wygląda do legginsów.



Tył zrobiłam nieco inny niż przód, bo praca dłużyła mi się wtedy okropnie,
 gdy wychowując dwoje maluchów , 
do drutów mogłam właściwie spokojnie zasiąść jak oni szli spać;)
Już wiecie, dlaczego jestem sową:))? 


Słonecznych ciepłych i kolorowych
 dni wrześniowych Wam życzę;)