Im dłużej żyjemy-tym większe zataczamy kręgi:)


Obserwatorzy

niedziela, 28 marca 2010

Palmowa niedziela:)



No cóż....nie widziałam na blogach palm.....a przecież sama tez mogłam jakąś uwinąć:)
Powinnam mieć to w genach.....bo moja babcia pochodziła z Kurpiów, z Myszyńca właśnie...gdzie palmy sięgają nieba...:)
Kochała kwiaty, koty, kolory, warkocze, hafty, koronki, białą bieliznę szyła sama, nie tylko tą domową, ale i do noszenia. Krochmaliła swoje halki, białe bluzeczki, obrusy. W oknach zawsze kwitnące pelargonie, świeże drożdżowe ciasto w kredensie...ech...
Wiele lat utrzymywała się z robótek ręcznych, na drutach robiła kamizelki, skarpety, rękawiczki, szaliki....W domu miała kołowrotek, sama przędła wełnę owczą.
Wyjechała z Kurpiów jako młoda, piękna dziewczyna, tu nikt nie rozumiał jej gwary...była inna. ....Kochała śpiewać, bawić się...po prostu artystyczna dusza....
Bardzo dotykała ją zazdrość innych wiejskich kobiet....nie rozumiejących jej zwyczajów, kuchni, rękodzielniczej pasji..

Dziś, po latach widzę , jaka do niej podobna jestem, jak sobie życie układam podobnie....stąd moje zabawy kolorami, koronkami, patchworkami właśnie....itp.

Babcia Rozalia.....jej pierwsza miłość mówiła do niej "Różyczko"....
Dziś miałaby 110 lat...ale zawsze pozostała w duszy tą młodą, piękną dziewczyną z czarnymi grubymi warkoczami.....i z miłością w sercu do ułana, który zginął na wojnie...

To tyle nostalgicznych wspomnień na dziś.....:)
Dziękuję Wam kochane za miłe słowa i za skrzydła, które powodują, że mi czasem "palma odbija" ...:)niezależnie jaka to jest niedziela...;)

7 komentarzy:

  1. Bardzo, bardzo mi się podoba, pozdrawiam wiosennie Gośka

    OdpowiedzUsuń
  2. Myśle że babcia zerka sobie na Ciebie bardzo jest sczęśliwa i dumna że tak piekne rzeczy robisz i że o niej mówisz innym, pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  3. Pieknie napisalas nam o swojej Babci. Kobieta o tak slicznym imieniu napewna byla niezwykla osoba! Przekazala Ci w genach cos bardzo waznego. Dar do tworzenia wspanialych rzeczy!
    Pozdrawiam swiatecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. A moja babcia miala na imie Wiktoria -pieknie, prawda? I tak jak Twoja umiala robic mnostwo rzeczy, a najpiekniejsze byly cale bukiety kwiatow z kolorowej krepy, ktore staly w kazdym wazonie i oczywiscie takie tez nosilo sie w zimie na groby zeby choc troche kolorowo bylo.
    Soki z malin lesnych, powidla ze sliwek, racuchy z kwasnego mleka, ogniska o zmroku i robaczki swietojanskie chwytane do sloiczka zeby na chwilke popatrzec jak swieca-to moje dziecinstwo....
    Ciesze sie ze moglam zagladnac na Twoj blog, pozdrawiam,sabina

    OdpowiedzUsuń
  5. Pamietam te Wielkanoce i te olbrzymie palmy w Myszyncu, gdzie mieszkala tez moja babcia, to od niej nauczylam sie robic na drutach i na szydelku. bardzo sie przydaly te umiejetnosci. Dziekuje Ci, ze wywolalas wspomnienia swoja opowiescia. pozdrawiam serdecznie z daleka

    OdpowiedzUsuń
  6. Chce jeszcze powiedziec, ze faktycznie te kolory patchworkowych poduszek kojarza mi sie z Kurpiami, z Myszyncem i piszesz tak od serca , to sie czuje, dziekuje

    OdpowiedzUsuń
  7. Aniu,
    bardzo dziękuję za miłe słowa od bratniej duszy:))
    pozdrawiam serdecznie,
    K.

    OdpowiedzUsuń