Im dłużej żyjemy-tym większe zataczamy kręgi:)


Obserwatorzy

sobota, 24 kwietnia 2010

Finisz:)czyli co tu robi kot?










Jak coś długo się robi, to potem przychodzi znużenie..a potem chce się to bardzo szybko skończyć:). Niteczki w narzucie - dżdżownice- pochowane, część skrócona o głowę, mam nadzieję, że nie odrosną:)
Powyciągałam co większe domowe patchworki i wcześniej robione chusty(z tej samej włóczki co narzuta)do tej sesji:)
Wisi mi na ścianie kawałek batiku, bo ściana do "wyjściowych" nie należy...:(

Batik-raczej indyjski(?), torebka- chińska, patchwork - polski...i kto mi powie, że sztuka nie jest wszędzie taka sama? No...prawie taka sama..:) ale świetnie daje się ze sobą zestawiać....właśnie w taki "Misz-masz"
A mój tygrys - też domowy, tak na dokładkę:)patrzy- kto mu zaburza przestrzeń życiową:)


Jak widać , mam zaczętą robótkę..ale o tym wkrótce...

czwartek, 22 kwietnia 2010

Złoty przerywnik













Zanim uporam się z niteczkami w narzucie patchworkowej(zupełnie nie wiem, czemu wychodzą ciągle jak dżdżownice z ziemi po deszczu..:) , pokażę Wam poduszki...trochę zeszłoroczne..a trochę teraźniejsze..:)
Tzn, przody, ze złotą nitką (lureks w kolorze starego srebra i złota)zrobiłam na jesieni. Takie wariacje kolorystyczne. Tył gładki, czarny lub kremowy. W świetle pięknie połyskują:), tak barokowo...
Poduszki będą zapinane na 3 guziczki z tyłu. A wzór- oczywiście ten sam co patchworki...do znudzenia...:)
Moja połowa rodzinki uczestniczyła w tej sesji..jakoś nie dało się wyciąć..:)

środa, 21 kwietnia 2010

Nowa rzeczywistość....







Jakoś nie mogę się odnaleźć po tym wszystkim...
Mam wrażenie półsnu, innej przestrzeni w jakiej żyję...
Tylko świadomość, że jestem w niej z Wami...a nie sama....jest niestety mało pocieszająca...
Inaczej..wystarczyłoby się tylko obudzić....

Mam cały czas zajęte ręce..z nadzieją, że ...

Kończę narzutę..117 kwadracików:)pastelowo rozbielonych.
Układanie ich wg pewnego klucza było łatwe...akurat mam narożnik idealnie tego wymiaru:)
Gorzej, że wszystkie trzy zwierzaki były zainteresowane pomocą:)
Ciemniejsze zdjęcia z wczoraj przed połączeniem szydełkiem..jaśniejsze już z dziś:)
Każdy kwadracik ma wplecioną błyszczącą niteczkę. Włóczka mieszana: akryl, angora, wiskoza, bawełna, wełna, moher. Waży ponad 2 kg. Ale robi się bardzo przyjemnie.
Jeszcze tylko niteczki( brrrrrr:( ), koronka i już:)

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

Poniedziałek...już inny niż miał być....

A żyć trzeba dalej....
Otrząsnąć z prochu złamane skrzydła nie jest łatwo.....
Każdy szuka czegoś co ukoi , pocieszy....czasem jest to muzyka....

http://www.youtube.com/watch?v=6CUvdkjA1ls&feature=related

sobota, 10 kwietnia 2010

Od czego się zaczęło....





Wydawnictwo "De Agostini" dawno temu....udostępniło bardzo przystępnie opracowane "Łatwe i proste hafty krzyżykowe" w formie kartek do dużego segregatora. Był to dwutygodnik, dość drogi...ale co tam:)
Pięknie wydane, czytelne wzory..i co najważniejsze- masa małych, które lubię najbardziej. Wszystko podzielone na działy: np dzieci, ogród, kwiaty, bordiury, tradycja, a nawet szkoła- czyli podstawy haftu.
Z niecierpliwością czekałam na następny zeszyt do wpięcia:)
Pierwszy wzór jaki z tego wyhaftowałam, to właśnie ten samochód retro, dla syna...
I jak to u mnie ze słomianym zapałem, nie oprawiłam, przeleżał gdzieś w szafie...
Syn wyrósł...Pytam go ostatnio:..." może to sprzedamy?"... "E..nie szkoda, opraw mamo i powieśmy...."
...I teraz nie wiem, czy tak długo był cierpliwy...czy to tęsknota za dzieciństwem....? :)
Widać, jakie koślawe te moje pierwsze krzyżyki( no drugie...:) )kanwa jaka była wtedy dostępna akurat...ale, co tam..pokazałam:)

czwartek, 8 kwietnia 2010

Poświąteczne porządki:)

Oj, za dużo mi kartek zostało, za dużo....:(
To wkleję tu, żeby po nich ślad jakiś na blogu został, za rok odkurzę i będzie jak znalazł:)





piątek, 2 kwietnia 2010

Życzenia:)

Wszystkim tu zaglądającym, życzę wiele nadziei na odrodzenie, na dobre zmiany, których ilość wzrasta proporcjonalnie do ilości wiosennego słońca...tak nam potrzebnego do życia, do szczęścia...
Czasem wystarczy tak niewiele...promyk ciepła....odruch pomocnej dłoni i dobre słowo...aby poczuć,że nie jesteśmy sami....niezależnie od czasu i przestrzeni...:)