Im dłużej żyjemy-tym większe zataczamy kręgi:)


Obserwatorzy

środa, 9 marca 2011

Zielone zalążki wiosennej narzuty:) i promyki szczęścia:)




Kończę narzutę w stylu hippi a w międzyczasie zbieram włóczkę na nową - w odcieniach zieleni, oliwki- ma być pastelowo i delikatnie:)
Zdrowie znów się posypało...ale nie poddaję się- walczę z anginą.
Dzień Kobiet zapachniał mnie i mojej córce hiacyntem w herbacianym kolorze:)
Troszkę wyrośnięty już- jak i mój syn:))który go kupił- ale jest- od razu milej w domu.
Kociaki bardzo zainteresowane kwiatem niestety nadgryzły liście:(.

Kiedy byłam małą kobietką, mój Tato już od lutego hodował z cebulek hiacynty w kilku kolorach, skrzętnie je ukrywając przede mną i Mamą w piwnicy.
Czasem chodziłam po węgiel- bo lata świetlne temu nie było gazu w mojej dzielnicy i mieliśmy piec węglowy w kuchni.
Lubiłam żywy ogień.
W kuchni, pomiędzy piecem a Mamy maszyną do szycia stał nasz ulubiony fotel.
Kiedy Tato był w domu- siadywał na nim, ja w kąciku na małym stołeczku, mama szyła, rozmawialiśmy, piekło się ciasto - zawsze ciepły dom pachniał i żył.

Ale do rzeczy...8 marca raniutko, gdy wstawałam do szkoły, hiacynty swoim pięknym zapachem wypełniały całą kuchnię:), dorodne , wielokolorowe w wiklinowym koszyczku- no cudne po prostu.
Tato nie składał nam życzeń tego dnia- zawsze był oszczędny w słowach,
(lubił za to bardzo robić nam niespodzianki) ale my i tak wyściskałyśmy Go zawsze za taki prezent od serca:)
Do dziś mam sentyment do hiacyntów- jest to jeden z wielu zapachów mojego szczęśliwego dzieciństwa.

O innych- innym razem:)

Słonka, pięknych kolorów i zapachów Wam życzę:)

4 komentarze:

  1. Witaj Krysiu. Jeśli to,co moje oczy widzą jest początkiem mojej wiosennej narzuty, to bardzo się cieszę. Jednak zdrówko najważniejsze więc proszę bez szaleństw.Nie jesteśmy umówione na konkretny termin.Pozdrawiam i życzę zdrowia-Aneta

    OdpowiedzUsuń
  2. Anetko, cieszę się, że się podoba, jeszcze dojdzie troszkę kremu i innej oliwki jasnej:)i jedna kosmata niespodzianka:).
    Czyli kogel- mogel zaakceptowałaś:))

    Wiesz, ja mam gardło chore...nie ręce i całe szczęście:))
    Pozdrawiam serdecznie,
    K.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nawet chore gardło potrafi zniechęcić do robienia czegokolwiek. Jeszcze raz zdrówka życzę-A.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakie śliczne wspomnienia:) Przypomniałaś mi kaflową kuchnię i piec w domu dziadków, gdzie mieszkałam do 1. klasy, a później ten węgiel z piwnicy aż do śmierci Dziadka nosiłam mu z taką radochą :)))
    Bardzo ładny łososiowy hiacynt:)))

    OdpowiedzUsuń