Im dłużej żyjemy-tym większe zataczamy kręgi:)


Obserwatorzy

niedziela, 30 stycznia 2011

Eco-sztuka(?) i trochę o uczuciach.







Kiedyś marzyłam o tym, by moja galeria zaistniała...ale wszystko wymaga czasu:)
Ostatnio dostaję bardzo ciekawe propozycje współpracy(zazdrośnicy będą mieli o czym myśleć:)
Na razie nic nie piszę-żeby nie zapeszyć. Ale powiem tylko tyle, że wychodząc naprzeciw- muszę sporo pomyśleć, pozbierać materiały, uruchomić siły twórcze i zwyczajne również:))
I jeszcze sporo się nauczyć- ale to wszystko akurat bardzo lubię:)

A wklejam zdjęcia moich ostatnich gorących poszukiwań domowych- a tam skarby:))
Włóczki z recycklingu- a jakże - jeszcze jakiś sprytny "spruwacz dzianiny" by się przydał:)- na razie syn dzielnie pomaga....choć nieco zdegustowany:)
I tak:
- śliczna melanżowa wełenka już ma nowe przeznaczenie
- igiełkowa, beżowo-złota ( mało widać złota na zdjęciu- ale jest piękna:)
- tasiemkowa, melanżowa ze srebrną nitką
- zrobiony na drutach i nie skończony mój bezrękawnik turkusowo-fioletowy też "mam pomysła" na niego:)
- piękny, igiełkowy, seledynowy moher z niteczkami perłowymi, metaliczno-turkusowymi

O moich nowych projektach wkrótce:)

A to wszystko przez słonko, które zawitało dziś nie tylko do mojego okna..ale i serducha.
Wróciła moja córeczka z wojaży- nie bez komplikacji:(
Ferie za nami:)
Czasem nie doceniam szczęścia jakie mam na wyciągniecie ręki-moje dzieci:).
Dziś doceniłam, jak dobrze jest mieć je w domu znowu - mimo, że już dorosłe i szykują się do lotu w życie.....:)
Każdego dnia pakuję im do plecaków dobre drogowskazy....czasem je gubią,
czasem ja gubię swoje...bo mój plecak bywa momentami jakby za ciężki...

Dobrego tygodnia Wam życzę.

środa, 26 stycznia 2011

To i owo:)



A u mnie- chandra, przeganiana angina( help!!!)- ja chcę już na dwór!!!
Po osobistym wysyłaniu kopert wieczorową porą( nie spotkawszy bruneta...:) nabawiłam się anginopochodnej infekcji. Ale od czego Propolis, eco-czosnek, cytryna i ręce?
A robi się to tak:
- pocieramy mocno dłonie o siebie by były gorące i przykładamy w chore miejsce
- wyciszamy się
- myślimy sobie: "jestem zdrowa, moje gardło zdrowieje itp:)"
- powtarzamy tę czynność tyle razy ile możemy- kilka w ciągu dnia..no ze dwa co najmniej.
Moje kociaki ukochane pchały mi się na szyję dosłownie- bo wiadomo, one uwielbiają ujemną jonizację i chore miejsca u człowieka.
Dlatego wylegują sie na tv np.
No i udało się:)).
Wstałam na nogi, gardło "działa"jak mawiają moje dzieciaki.

A ja w międzyczasie patchworkowym wykańczam co sie da....a nawet nowe zaczynam:)
Wtedy mam poczucie, że mam sporo pracy, że coś się dzieje:)
Chusty: kremowa, popiel i fiolet.

Do miłego i uruchamiajcie swoje energie kochani:))

piątek, 21 stycznia 2011

Wiosenne kwiatki dla Madzi i pocztowe koperty cd. :))




Kochane moje:)
Na początku proszę o wyrozumiałość moje klientki patchworkowe- robota mi nie idzie....
na włóczkę muszę czekać:(, bo dostawa w pasmanterii ma być na dniach.
A jak ma być pięknie i na lata- trzeba zrobić wszystko dokładnie i rzetelnie:).

Co do kopert z recyclingu- cieszę się, że Wam się podobają i spieszę donieść...,
że poczta okiem nie mrugnęła:)))
Pytałam miłą Panią, czy aby nie przeszkadza nadruk- i nie ma sprawy-
papier to jest - więc spokojnie znaczki się naklejają:))
Czyli szyjcie dziewczyny i chwalcie się.
A...byłam osobiście z wysyłką, bo mój syn ogłosił strajk i bunt,
że będzie chodził z takimi kopertami- i owszem:) ale jak ja pierwsze wyślę... spokojnie:)
Jak już zaczniecie szyć:
-ja wykorzystałam kredowy mocny papier z pierwszych stron dobrych gazet babskich:))
-jeśli wykorzystacie strony środkowe- lepiej szyć podwójnie- czyli zszyć 4 strony- luźnym ściegiem.
No i jeszcze jedna rada:
-lekkie przesyłki raczej można wysyłać
-cięższe i grubsze- zbyt obciążają papier.

A na koniec- wiosenne kwiatki dla Madzi:))- zapewne pokaże Wam je na swoim blogu- do czego je tak potrzebowała "na wczoraj":))
PS. Nie muszę dodawać, że kwitnące drzewko jest ładniejsze w rzeczywistości:) i za dnia:)
Pozdrawiam i ...byle do wiosny:)

czwartek, 20 stycznia 2011

"Potrzeba matką wynalazku" :) czyli będzie o poczcie:)









Ostatnimi czasy odkrywam, że brakuje w domu wszystkiego...po kolei.
A to wina naszej choroby- mój syn- zaopatrzeniowiec domowy- też niestety zaniemógł.
Brakło mi kopert do wysłania, a z zamiarem uszycia z szarego papieru- nosiłam sie od dawna. Nawet jedną uszyłam jakiś czas temu i poszła w świat:).
Już dużo wcześniej wpadłam na pomysł wykorzystania moich gazet(są wszędzie, już nie kupuję, odkąd mam net:)by użyć ich jako wycinanki do kartek lub też poszyć z nich worki na śmieci domowe.
I tak oto powstały koperty- do poczytania:)
Początkowo naszywałam im miejsce adresu z szarego papieru- ale szkoda zachodu:(. Lepiej nakleić.

Oczywiście tradycyjnie miałam kocich pomocników:)

Mój syn popatrzył na koperty zdegustowany i mówi:
- "ciekawe, co mi na poczcie jutro powiedzą?:/"
A o tym Wam opowiem jutro:))

PS. Nie biorę udziału w konkursie "Blog roku 2010"- ale jak widzicie- jurorkę w kategorii "moje pasje" też uwzględniłam na kopercie:))

piątek, 14 stycznia 2011

I gdzie tak pędzimy?




Kochani, musiałam się zatrzymać, zwolnić...
Mimo, iż wydaje mi się, że żyję w zgodzie z sobą, że udało się tak wszystko pukładać, by moja pasja była jednocześnie satysfakcjonującą pracą:)
I tak jest...ale kiedy przychodzi choroba....wszystko schodzi na drugi plan.
Miałam w domu szpital- koszmarna grypa nas dopadła- nie chcę nawet wiedzieć z jaką numeracją:)
Powolutku dochodzimy do siebie, pracujemy nadal.
Mimo mojego napiętego planu pracy- wypadło mi z życia kilka dni zupełnie- dziś patrzę z niedowierzaniem na kalendarz, że to już prawie połowa stycznia:((

A na dodatek odszedł mój ukochany aktor- Krzysztof
- przecież młody człowiek jeszcze:(....
Kolejna piękna dusza, która zawirowała nam przed oczami i zostawiła wielką pustkę....

Kiedy byłam dzieckiem oglądałam rodzinnie filmy w tv.
Różne- te czarno-białe również.
To była nasza domowa namiastka kultury.
I wtedy moja mama mówiła: "ojej..ten aktor już nie żyje...."a potem tak było coraz częściej....
Nie rozumiałam jej wtedy,dlaczego tak reaguje emocjonalnie.
A dziś...łapię się na tym, że sama oglądam i tak mówię swoim dzieciom...
bo przecież zaledwie wczoraj widziałam ich młodych....a dziś....

Odchodzą coraz częściej...my zostajemy ze smutkiem.

Ale , żeby nie było tak tragicznie...ratuję się kolorami-
teraz już na 4 ręce praca wre:)
Patchworki się łączą, włóczka zwija, pomysły fruwają...
a mój i Krzysztofa ulubiony Cohen śpiewa:

"Dance me to the end of love......."

Ściskam Was wszystkich serdecznie....już nie będę tak znikać Wam z oczu:)