Im dłużej żyjemy-tym większe zataczamy kręgi:)


Obserwatorzy

czwartek, 31 marca 2011

Biała szydełkowa chusta i biała Lala:)




Skończyłam dużą, delikatnie perłową chustę.
Była już szara, wiśniowa, kremowa, fiolet czeka na mój dobry dzień- by niteczki pochować:) - teraz biała:)
Włóczka to mieszanka akrylu z wełną- lub sama wełenka, ale niesamowicie miękka i puszysta.
Waży tyle co puch:)

Dziś zaplanowałam sesję biało-zieloną, broszka z piór i korale-przerobione z ulubionych korali mojej mamy- agaty wydłużyłam maleńkimi szklanymi koralikami, żeby były nie babcine a hippi:)

Oczywiście moja koteczka biała wpasowała się w klimat- oczy ma pistacjowo-zielone:).

Jakoś tak mi się przyszła właścicielka chusty kojarzy z perłami, pastelami i zielenią.

Wiosna, wiosna...ach to TY?:))

sobota, 26 marca 2011

Okrągłe, kolorowe, klimaty szydełkowe:)










Kiedy w ręce wpadnie mi ładna bawełna...aż sie prosi o robótkę.
I w ręce wpadają mi czasem serwetki:)
Być może niektórych rozczaruję, ale uważam, że mam zdolności odtwórcze bardziej niż twórcze:))
Malowania obrazów jeszcze nie próbowałam, ale kto wie...być może bym była dobrym kopistą? :)
I tak- powstały z pięknej , perłowej, łososiowej bawełny trzy serwetki.
Patrząc na prototyp- troszkę zmieniłam wzory, pajęczynkę ubrałam w muszelki i jest inna:)

A dla polepszenia humoru - feria barw w stylu folk:)
Szydełkowe koraliki-kuleczki z różnych włóczek(zrobione już dawno) doczekały się prezentacji:)
Wykorzystywałam je do tworzenia korali, kolczyków, bransoletek itp.

Jeśli podobają się Wam moje serwetki i kuleczki- są dostępne:)- piszcie.

Lecę zaraz dorysować sobie wąsy, bo wybieram się na uroczystość zakończenia kariery Adama Małysza- przed tv, w domowych pieleszach, ale zawsze!!:))
Sobotnio zakręcona, pozdrawiam:))

czwartek, 24 marca 2011

Szydełkowanie, szycie, kawa z kotem...w słońcu:) czyli pocztówka z Katowic:)))








Już od dawna mam tyle pracy, że nie wiem w co ręce włożyć:))
I tak biegam od maszyny(szyjąc koperty gazetowe dla Was:) do szydełka, poprzez pranie, prasowanie, gotowanie, fotografowanie, mailowanie, wydawanie dyspozycji odnośnie poczty i zakupów- dla syna, wysłuchanie bieżących , szkolnych problemów córki- czyli samo życie głowy rodziny:)).

Kot - najstarszy domownik w moim zoo asystuje mi, gdzie tylko może.
Kawa wybornie smakuje w kubku od córki- z dedykacją: " dla odlotowej mamy":)).

Wpadła mi w ręce fajna włóczka- więc nie mogłam sie oprzeć i zaczęłam kolejną chustę.

Sezon okienny uważam za otwarty:), pranie wiatr suszy za oknem!:).
Ocieplają mi kawałek bloku, więc oprócz atrakcji słuchowych mam i wzrokowe:)
W związku z tym i ja spojrzałam dalej, niż na szydełko:)
I popatrzcie, jakie piękne niebo i słonko mam na Śląsku:))
Samoloty z Krakowa zawsze chętnie odprowadzam wzrokiem, co widać na zdjęciach.
Ale jest tam jeszcze coś....jakieś dobre duchy pewnie chciały być na moich fotografiach.

Pozdrawiam słonecznie z mojego okna:)

wtorek, 22 marca 2011

Zakręcona i tęczowa poduszka szydełkowa:)





Do narzuty hippi miałam zrobić okrągłą poduszkę, taką kolorową.

Prób było kilka- co widać... i ostateczna wersja została przegłosowana jednomyślnie przez domowników- tęcza!:)

Nie byłabym sobą, gdybym dwie strony zrobiła jednakowe. Zresztą pytacie mnie nieraz o dobór kolorów- otóż odpowiadam: tworzę z tego, co mam pod ręką i w takiej ilości:)

Dlatego też , czasem jednego koloru jest więcej, innego mniej.

Czyli idę na żywioł kompletny- lub jak ktoś woli: robię coś z niczego:)

Pozdrawiam okropnie zakręcona tej wiosny- przesalam potrawy, jakieś skrzaty domowe chowają mi dokumenty lub rzeczy, których akurat potrzebuję:(

I tak się zastanawiam, co wisi w powietrzu jeszcze?

I macham do Was serdecznie z karuzeli życia:)

sobota, 19 marca 2011

Rozdwojenie...czyli klimaty różane XIX wieku i szalone lata 60-te:)





Być może żyłam w poprzednim wcieleniu, 2 wieki temu- bo bardzo bliskie są mi klimaty długich sukien, wachlarzy, koronek, angielskich ogrodów, róż, eteryczności:)
Ale z urodzenia kocham zwariowane kolory i kwiaty hippi- jakem dziecko "Flower Power":))

I z tego powodu na warsztacie mam zszywanie poduszki patchworkowej(68 x 45cm)
w tym stylu- bardzo szybkie zamówienie:)
Jak widać, każdy kwadracik jest inny, bo nigdy nie robię 2 takich samych:)).

A na dokładkę troszkę pięknej, cieniuteńkiej, angielskiej porcelany , jaką ostatnio zdobyłam:)(czytaj- upolowałam:).
Kotka Lala- zawodowa już modelka - takiej okazji nie przepuści:)

U mnie śnieg, zimno, chmurno - to zamknęłam sie w wieży i swoim maleńkim świecie, z którego małe okienko do Was zupełnie mi wystarczy:)

piątek, 18 marca 2011

Czas ciszy dla Japonii...


I w tej ciszy czekamy, ze strachem....na dobre wieści, bo przecież już raz przeżyliśmy wielki strach w 1986 roku.

wtorek, 15 marca 2011

Kremowa chusta szydełkowa- niczym wata cukrowa:)






Parę dni temu skończyłam chustę, której zapowiedź już tu była.
Ponieważ wzór taki jak w szarej i innych- miałam jej nie uwieczniać na blogu, ale skoro słonko wyszło, jest wiosennie- to i mój aparat aktywniejszy jakiś:)
Bardzo delikatny włoski moher- czyli akryl z włoskiem:)
I jak tak patrzę, myślę, że dorównuje szarej:).
Waży tyle co nic- właśnie jak wata cukrowa:).

Nie ma to jak mała dawka zdrowego "ego", prawda?

A tak, nawiasem mówiąc- jakie kolory modne tej wiosny, bo spoza szydełka, to mam horyzont niewielki:))

Posyłam Wam troszkę mojego słonka i optymizmu:)).

niedziela, 13 marca 2011

Prawie jak "Kot w butach":))


No...po prostu nie mogłam sie oprzeć:))
Moja Lala w kapeluszu - wszystko w naszych pięknych, polskich barwach:)

Pozdrawiam niedzielnie- z humorem:))

sobota, 12 marca 2011

Haftowane zwiastuny wiosny i Wielkiej Nocy:)




Znalazłam swoje wzory haftowanych kartek świątecznych, a skoro jest słonko, zrobiłam im nowe zdjęcia, czyli mała powtórka tego co było:)
I jeszcze na dokładkę kilka jajecznych, papierowych, gazetowych:)

Od razu lepiej na serduchu, jak człowiek otacza sie kolorami - będę to chyba powtarzać do znudzenia:)

Pozdrawiam sobotnio i wreszcie wiosennie:)

piątek, 11 marca 2011

Czasem robótki są szare...jak dni:)



Szybka robótka na baaardzo grubym szydełku - zwykłymi półsłupkami.
Kocyk melanżowy, bardzo gruby, może nawet posłużyć jako chodnik:)
Włóczka z odzysku, tego samego gatunku.
Fajnie by wyglądał z frędzlami, ale nie było tego w planach i zamówieniu:).
Na zdjęciach dwie wersje- na drutach i szydełku...czyli proces powstawania kocyka od podszewki:)
Niestety na maks grubych drutach bardzo ubita struktura mi wychodziła.
Pewnie muszę zaopatrzyć się w grubsze, o ile są takie do zdobycia.

U mnie na Śląsku dziś szaro, buro, czyli czas zabrać sie za kolory, bo obniżka nastroju tylko czyha za drzwiami:)

Kolorowego weekendu Wam życzę, pomimo wszystko:)

środa, 9 marca 2011

Zielone zalążki wiosennej narzuty:) i promyki szczęścia:)




Kończę narzutę w stylu hippi a w międzyczasie zbieram włóczkę na nową - w odcieniach zieleni, oliwki- ma być pastelowo i delikatnie:)
Zdrowie znów się posypało...ale nie poddaję się- walczę z anginą.
Dzień Kobiet zapachniał mnie i mojej córce hiacyntem w herbacianym kolorze:)
Troszkę wyrośnięty już- jak i mój syn:))który go kupił- ale jest- od razu milej w domu.
Kociaki bardzo zainteresowane kwiatem niestety nadgryzły liście:(.

Kiedy byłam małą kobietką, mój Tato już od lutego hodował z cebulek hiacynty w kilku kolorach, skrzętnie je ukrywając przede mną i Mamą w piwnicy.
Czasem chodziłam po węgiel- bo lata świetlne temu nie było gazu w mojej dzielnicy i mieliśmy piec węglowy w kuchni.
Lubiłam żywy ogień.
W kuchni, pomiędzy piecem a Mamy maszyną do szycia stał nasz ulubiony fotel.
Kiedy Tato był w domu- siadywał na nim, ja w kąciku na małym stołeczku, mama szyła, rozmawialiśmy, piekło się ciasto - zawsze ciepły dom pachniał i żył.

Ale do rzeczy...8 marca raniutko, gdy wstawałam do szkoły, hiacynty swoim pięknym zapachem wypełniały całą kuchnię:), dorodne , wielokolorowe w wiklinowym koszyczku- no cudne po prostu.
Tato nie składał nam życzeń tego dnia- zawsze był oszczędny w słowach,
(lubił za to bardzo robić nam niespodzianki) ale my i tak wyściskałyśmy Go zawsze za taki prezent od serca:)
Do dziś mam sentyment do hiacyntów- jest to jeden z wielu zapachów mojego szczęśliwego dzieciństwa.

O innych- innym razem:)

Słonka, pięknych kolorów i zapachów Wam życzę:)

sobota, 5 marca 2011

Przedwiosenne słonko daje siłę:)











Wreszcie przestawiłam się z życia nocnego na dzienne:))
Niczym stary niedźwiedź wybudzony ze snu zimowego, z radością patrzę na promyki słońca skoro świt.

No tak już mam, że słońca potrzebuję- jak powietrza.

Jedyny mankament to blaski i cienie na zdjęciach, które zrobiłam ostatnio:)

Już jakiś czas temu skończyłam wrzosowo-białą narzutę z poduszką.
Narzuta składa sie z 99 kółeczek, które stały się sześciokątami:)) i 42 w poduszce.

Jak z każdą nowością, wolę już tą formę patchworku niż kwadraty:))
Aż do nowego wzoru:)

Pozdrawiam Was słonecznie i bardzo pozytywnie:)))