Im dłużej żyjemy-tym większe zataczamy kręgi:)


Obserwatorzy

czwartek, 27 października 2011

Coś ..."w żółtych płomieniach liści":)


Nie mogę się napatrzeć na ten cudowny, energetyczny kolor- dlatego jeszcze przed skończeniem wrzucam zdjęcia.
Wczoraj miałam wypadek- a raczej jest to jeden element z szeregu przykrych zdarzeń, w myśl przerobionej przeze mnie zasady - "nieszczęścia chodzą stadami:("
Otóż szafa spadła mi na głowę:(( mam nadzieję, że skończy się tylko na strachu, bólu i koszmarnym guzie.
Trzeba po prostu przeczekać taki czas- niekorzystny układ gwiazd dla nas, nie ma na to rady.
Ponieważ bałam sie normalnie funkcjonować, podgoniłam w łóżku żółtą robótkę- mam nadzieję, że jutro będę mogła całość pokazać:)

Pozdrawiam Was i uważajcie proszę na siebie, korzystajcie z jesiennej koloroterapii:)

poniedziałek, 24 października 2011

Trzy kolory:)







Kilka kwitnących i zakręconych migawek- dla rozweselenia szarości jesiennych.
Jak wpadła mi czerwona włóczka na szydełko, zrobiłam sznureczek w tak ulubionym przez Was zestawie kolorystycznym:)
Wymieszałam fajną, białą bawełnę z cienką wełenką i powstał dość gruby sznurek- a'la świąteczny:)
Skoro nie ma w sklepach, może macie ochotę?
Chętnie Wam wydziergam po kilka metrów:)

Witam serdecznie nowych obserwatorów i dziękuję za Wasze miłe komentarze, czyli moja praca mam sens:))

Pozdrawiam Was zakręcona kolorowo:)

piątek, 21 października 2011

Warkocze na głowie i drzewa kwiatowe:)






Lubię warkocze- nosić i robić:)
Z noszeniem już kiepsko- wychodzą mysie ogonki:((
Ale z robótkami- i owszem:))
Pewna młoda osóbka poprosiła mnie, jak co roku o tej porze, o nową czapkę, czarną , smerfną:)
Miałam w domu cudowną wełnę- z australijskich merynosów:)
Jest prześwietna!, miękka,gruba, mięsista- szybko na drutach zrobiłam czapkę.
Tu na zdjęciach nie zszyta jeszcze, a kolor - cudownie czarny- też nie wychodzi- cóż - jesień:)
I kolejne drzewko kwiatowe, na szybko szydełkowane kwiatuszki, jeszcze brak czerwonych i czarnych, bo taka prośba była;), pamiętam, zakwitną i wyfruną lada co;).

No to miłego wypoczynku dla Was...a ja do pracy...:))

środa, 19 października 2011

Szaro-perłowa chusta szydełkowa:)








Jest czas siewu i czas plonów:)
U mnie również taki nastał- chusta zrobiona jeszcze w słonku i upale:)- z pięknej, grubej wełny 100%, miękkiej, szarej- perłowej, niegryzącej- jak puch dosłownie:)
No to właśnie wczoraj w pracach wykończeniowych - załapała się na finisz.
Jestem z niej zadowolona bardzo, zostało mi włóczki trochę na beret lub mitenki:)
Jest na tyle duża, by się nią solidnie owinąć, a przy tym lekka:)

Szczegóły techniczne:
- waży ok 30 dkg,
- wymiary; u góry- w ramionach- 212cm, wysokość 100cm
- wzór - autorski:)

Bardzo Wam kochane dziękuję za życzenia zdrowia, chyba zaczynają działać, jak i ja;))
Buziaki dla Was jesienne, ale już optymistyczne...i oby tak zostało:)

wtorek, 18 października 2011

Czapki dla... krasnoludków:)





Nocne prace trwają nadal:)
Brązowa, maleńka czapeczka z uszkami jest zrobiona na szydełku, a błękitna - na cieniutkich drutach.
Początkowo na 5-iu, ale powoli przybywało, więc ogon zrobiłam na dwóch i zszyłam. Włóczka ozdobna miejscami błyszczy się srebrem- takie mam skojarzenie z morskimi falami:)
Oj, jak dawno nie robiłam pomponów- ostatnio chyba do sweterka z klaunami- dla syna. Niestety nie mam zdjęć, a szkoda;(.
Jakoś nie udało się zrobić fotek i nawet nie pomyślałam wtedy, by dokumentować swoją "radosną twórczość";))
Do czapeczek - wspomniany wcześniej kocyk - "piernikowy"
A ja wracam do łóżka-kurować się nadal, niestety bez kury:(- i do pracy- tradycyjnie kwadracikowo-patchworkowej:)

Słonka i zdrowia- Wam i sobe życzę:)

poniedziałek, 17 października 2011

Nocne, morskie opowieści:)




Uśmiecham się do Was, ale jakoś mi nie do śmiechu- dopadły człowieka pracującego zatoki- katar mutant jakiś- osłabienie wprost zwalające z nóg- walczymy z tym paskudztwem razem z córką.
No więc spać nie mogę- bo drogi oddechowe nie chcą ze mną współpracować i nerwy mam okropne,
bo zamówienia leżą..:(((
Żeby tak zupełnie odłogiem nie leżały, coś dziergam- siłą woli bardziej:)
W kolorach morskich- maleńka czapeczka dla noworodka- już dziś prawie ukończona - ale całość innym razem:)
Włóczka ozdobna melanżowa jest na tyle ciekawa, że powstaje kolejna chusta misz- maszowa:), z moherem w kolorach błękitu, kremu, turkusu.
Będą i mitenki- do kompletu.

Trochę się usprawiedliwiłam mam nadzieję, przed Wami.

Chętnie zbiorę i wykorzystam Wasze domowe- wspomagające leczenie- sposoby na zatoki.
Szczere życzenia zdrowia też chętnie przyjmę:)) bo do hipochondryków nie należę:)

piątek, 14 października 2011

B...jak bawełniany patchwork:)








Długo szukałam odpwiedniej grubości bawełny do pledu- kocyka.
W końcu zrażona cenami lub brakami w pasmanterii- wybrałam polską, ale niestety- jest zbyt cienka i trzeba robić z podwójnej nitki.
Kolor też nie śnieżnobiały ale muśnięty ecru.
No cóż, mam nadzieję, że spodoba się taka wersja...bo musi taka być.
Podziwiam te dziergające dziewczęta, które kupują coś po raz pierszy, w ciemno- w pasmanteriach internetowych...ja muszę dotknąć, zobaczyć:))

Jakiś taki dzień jesienny był dziś, słonko nisko, kolory przekłamane...ech ...:(
No to ratujmy się przed spadkiem nastroju koloroterapią:)
Niestety dopadają mnie wszystkie możliwe stany zapalne- co jest ewidentną oznaką zmiany pory roku na tą mniej przeze mnie lubianą- chłodną, deszczową, wietrzną...jesienno- zimową:(.

Dziś w roli modelki wystąpił gościnnie Ciciuk, wystarczyło tylko na moment coś położyć na pledzie:))

Pozdrawiam w takim razie jesiennie:)
i zaglądajcie do mnie proszę, bo jestem tu i pracuję, pomimo wszystko:))

niedziela, 9 października 2011

Wrzosy, maliny, jeżyny....jak jesień :)





Ponieważ nie mam pracowni....wszystkie (prawie) włóczki leżą w zasięgu mojej ręki, w workach, koszykach na rower, torbach eco i w czym tylko można.
Marzę oczywiście o pięknych kartonowych pudłach z metkami, równiutko poukładanych na regale - opisane wg kolorów tęczy:))
Zwykłe kartonowe się nie sprawdzają, polakierowane lekko też nie- kociaki je uwielbiają obgryzać:((
Ale coś wymyślę;).
No więc jak tak leżą te kłębuszki i wołają do mnie-jak nie ulec?
I tak uległam, do 5 rano sobie podziergałam, dla relaksu;).
Z tej melanżowej nawet w zeszłym roku wydziergałam smerfną czapę, ale coś mi nie pasowała, więc dołączyłam wełenki, moherki i powstaje chusta.

Jak ją wykończę- jeszcze nie mam planu, choć coś się kluje:))

A inspiracją dla mnie do misz- maszu w chustach była Jaga:)
Tworzy piękne chusty, rękawiczki, mitenki, patchworki, haftuje niczym pędzlem malowane:)
A wszystko w moich ulubionych klimatach- folkowo- kobiecych:)

I na koniec- moje zagubione papućki- we włóczkach siedziały całe lato(?)
- a ja w getrach- domowych:)) w których wyglądam podobno (wg mojej przyjaciółki)- jak Marylka Rodowicz:))
Oj, żebym jeszcze miała Jej charyzmę! byłoby super:)
Choć nie powiem jako dziecko śpiewałam ochoczo jej piosenki:))
Np. "Mówiły mu , że drań..";)czy kultowe- "Wozy kolorowe".

Oj rozpisałam się, ale o śpiewie w chórze, cygańskich wozach i o tych, co "pędzą z wiatrem..."innym razem:)

Dobrego tygodnia Wam życzę, pełnego inspiracji naturą:))

piątek, 7 października 2011

Masz takie oczy zielone...:)








Śpiewała Ewa Demarczyk, na której pieśniach "się wychowałam".
No to mówię Wam- mam takie oczy...i jeszcze 2 pary u swoich dzieciaków kudłato-futrzastych:))
I nie ma to jak zielony kłębek podłożyć pod głowę, gdy tak pędzą słonie po...desce do prasowania:)
Pozdrawiam nieco zakręcona, niczym liść na słonecznym wietrze;)

niedziela, 2 października 2011

P...jak październik i pierwsze poncho:)






Zawsze musi być kiedyś ten pierwszy raz, prawda?
Często myślimy- nie umiem, nie dam rady....
A moja Mama w takich sytuacjach powtarzała:"Jak to nie umiesz- umiesz!".
I tak zostałam zakodowana:)
Dlatego mierzę się z różnymi projektami, pasjami, szukam po prostu:)
Taki kod z dzieciństwa, miewa swoje i złe strony...mocy:) ale o tym nie będę tu pisać.
Poncho zrobiłam na szydełku na tzw."oko":)
Toteż lekko jest obszerne, "na ludziu" faluje się ładnie.
Rękawki długie do nadgarstka, a z przodu i tyłu też spore:)
Wokół szyi wykończyłam muszelkami, żeby tak "goło" nie było:)
Zużyłam ok 35 dkg tej cudnej, puchatej włóczki.
Wplątałam do tego poncha troszkę skrzydeł Anioła Stróża, by otulały osóbki je noszące;)

Koteczka moja - to już ma kontrakt modelki zapewniony:))w garderobie zawsze świeża karma i woda musi być:)
I to by było na tyle...z początkiem października:)

Dzięki, że zaglądacie i komentujecie- bo to dla Was nauczyłam się blogowania, choć długo myślałam, że nie umiem;))