Im dłużej żyjemy-tym większe zataczamy kręgi:)


Obserwatorzy

sobota, 31 grudnia 2011

Jeszcze ja, jeszcze ja!!!...czyli tradycyjnie- życzenia za 5 dwunasta:)



   Kochani!
Podsumowania i plany będę robić w Nowym Roku, dziś napiszę tylko, że był to rok dla mnie trudny, bardzo pracowity, smutny, pełen lęku, momentami tragiczny ale i pełen maleńkich radości, blasków i wielu kolorów tęczy:)


Dziękuję Wam wszystkim za dobre maile, ża życzenia świąteczne, za karteczki i za to, że byliście tu ze mną. 

Ja jestem nadal sobą, z wyboru spędzam wieczór z tv, zwierzakami moimi i szydełkiem:)

Dziś posyłam Wam życzenia miłości bezwarunkowej, harmonii i zwyczajnego, codziennego szczęścia:)



Do Siego Roku!

piątek, 23 grudnia 2011

Święta w kolorze nieba;)


Jeszcze do dzisiejszego popołudnia  szydełkowałam- szalik w błękitach, granacie, czerni i szarościach.
Różnej struktury włóczka, przestrzenna:)
Mam nadzieję, że się spodoba, bo ktoś zamówił na prezent.
Mają być jeszcze getry do niego, ale to już po Świętach:)




A teraz już, gdy prawie wszystko kupione,  nawet starczyło na drobne prezenty dla dzieci, mogę chwilkę odetchnąć, przed gotowaniem i porządkami.
Tak, wiem, u Was już świątecznie, ale u mnie prawie zawsze wszystko jest na ostatnią chwilę:)
Poza tym z domu rodzinnego wyniosłam tradycję gotowania raczej w Wigilię, żeby wszystko bylo świeże.
W Wigilię również ubierało się choinkę.

Kiedyś nie było wolnych dni przed świętami, rodzice pracowali do ostatniej chwili.
Mama podobnie jak i ja teraz:)-do ostatniej chwili wykańczała sukienki dla klientek, często po wielu nocach nieprzespanych.
Bo przecież Boże Narodzenie to czas ślubów, więc i bajecznie piękne suknie ślubne były na Mamy warsztacie:)

Za to pierogi z kapustą i uszka  były moim zadaniem, odkąd pamiętam:)
Mama piekła ciasta i makówki, Tato robił śledzie, karpia i sałatkę.

Od kilu lat kupowałam gotowe pierogi na Wigilię.
Ale wczoraj pomyślałam- sama zrobię- będą smaczniejsze niż z Biedronki:)
I wyobraźcie sobie- moja córka- która nie lubi gotować, krzyknęła z entuzjazmem i iskrami w oczach-
- TAK!!!ja z Tobą zrobię:))
Jakież moje zdziwienie było, pytam:
- Czemu tak się cieszysz?
- Bo lubię z Tobą lepić pierogi i piec ciasteczka...jak byliśmy dziećmi, lepiliśmy z Tobą, nie pamiętasz?

Jakże miło mi się zrobiło, bo przecież wspólne przygotowania  to bardzo duży koralik w  Magicznym Naszyjniku Świąt.
Inny - to wspólne Kolędowanie, Wybaczanie sobie  wzajemnie uraz itp., Sianko pod obrusem, czy Pasterka:)

Kochani moi- tego Wam właśnie życzę-
by było rodzinnie, radośnie, ciepło, spokojnie, bezpiecznie:) - jak na błękitnej, starej  pocztówce...obrazie mojego  Dzieciństwa.

środa, 21 grudnia 2011

Morskie opowieści- tuż przed Świętami:)

"Na całej połaci śnieg...":)
Więc wyrwało mnie dziś na równe nogi po nieprzespanej a pracowitej kolejnej nocy.
Ale zobowiązania trzeba realizować, więc mogę dziś pochwalić się efektem w postaci narzuty morskiej:)




Świetnie się robiło z dobrej jakościowo włóczki, mimo, iż nie obyło się bez improwizacji kolorystycznej- z efektu jestem bardzo zadowolona.
Narzuta jest dla dziewczynki, która mieszka nad morzem:)
Dołączyłam zdjęcie wzoru jaki dostałam(niestety nie znam autora)- miało być podobnie:)







Mięciutka, przytulna- kolorystycznie połączenie morskich odmętów i plażowego piasku:)- w muszelkach własnego pomysłu:)
Ech, rozmarzyłam się:))
Nie dziwicie mi się już chyba, że tak chętnie uciekam od szarości dnia- za oknem- do swoich kolorów, to po prostu ratunek dla mojej duszy:)



Dane narzuty:
- 165 kwadratów(dokładnie 708 nitek do schowania- wszycia:)
- włóczka; wełna, akryl, polyamid- "Bergere de France- Ideal"
- waga; ok 1,40 kg.
- czas pracy; ok 200 godzin.

Życzę Wam, kochani miłego, rodzinnego rozgardiaszu przedświątecznego:)

Mnie życzcie cierpliwości, bo jeszcze mam do zrobienia co nieco szydełkiem i drutami, a padam na nos i nerwy wysiadają:(.
A potem(w piątek?) już tylko przygotowania do skromniutkich Świąt.

Buziaki, pomimo wszystko:)

sobota, 17 grudnia 2011

Melanże, patchworki, tęcza, nitki, druty i szydełko:)

Się narobiło:))
Po nocach pracuję nadal, śmieję się sama z siebie- bo jak słonko zaczyna wschodzić, ja przykładam głowę do poduszki i myślę- no tak, spać trzeba- (niczym wampir:))
No to przedstawiam efekty pracy nocnej- szalik czarno-szaro-srebrno-biały, na szydełku, do tego getry w paski- nie zszyte jeszcze:) - na drutach.





Drugi komplet- czapka z włóczki melanżowej- pomieszałam wrzosowy moher z ozdobną igiełkową i kombinuję teraz szalik do niej.





A na końcu - czapka z tej włóczki- ale na drutach, oczywiście z warkoczem, a raczej 5- ma:)


Jeśli Wam coś wpadanie w oko - piszcie, bo nie wszystko jest zamówione, a czapka tęczowa do wzięcia od zaraz:)
Mam jeszcze w zanadrzu "prace nocne"- nieskończone, ale to na inny, osobny temat.
Wybaczcie jakość zdjęć- wieczorne, światło zmienia barwy nieco:(.

A Święta tuż tuż...:))

czwartek, 15 grudnia 2011

Szal szydełkowy-kwiatowy:)






Czyli istne SZAL-eństwo oczek, nitek i mnie w poszukiwaniu włóczki, co to już nie ma jej w produkcji:)
Ale jest, upolowałam, dziekuję wszystkim za wsparcie w poszukiwaniach:)
Dane;
-włóczka; Sasanka w kolorze ecru,
-waży; 20 dkg
-szerokość; 65 cm
-długość; 250 cm
-wzór; potrójne słupki i ażur kwiatowy
-projekt; mój:)...czykli wkoło Wojtek to samo:))

Nie wiem tylko czy odnajdziecie na zdjęciach "bieli na białym" moja koteczkę- myła się bardzo przed sesją, by chyba uzyskać bielszy odcień bieli:))

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Getry i czapka dla świątecznego skrzata:)



Tym razem tylko na drutach, a raczej drucikach:) pięciu, trochę na dwóch, zrobiłam małe getry i czapkę świąteczną.
A to z kolei  do sesji zdjęciowych dla niemowlaków:)- nie kociaków:)

Że też ja mam już duuuże dzieci;((
Ale getry- i owszem córka chętnie nosi, tyle, że kupione lub upolowane w second handzie:)...ja zresztą też:)

Pozdrawiam Was późnowieczornie:)

niedziela, 11 grudnia 2011

Moherowe, patchworkowe mitenki i pierwsza gwiazdka:)









Jeden z pierwszych patchworków- w szaliku moherowym- przedstawiałam jakiś czas temu TU.
Poproszono mnie o dorobienie mitenek do niego i żeby jakiś kwadracik dało się wmontować:)
Dało się, nawet po 3 w jednej rękawiczko-mitence.
Są  b.ciepłe, z dawnego miękkiego moheru z długim włosem, puchate.
Nie wyczesałam ich, bo nie wiem, czy przypadło by to do gustu, ale efekt byłby znakomity;)
Ja jestem zadowolona, bo stanowią fajny komplet z szalikiem:)

A z przygotowań do Świąt- jak widzicie zakwita u mnie grudniaczek w pięknym kolorze fuksji, a nawet błyszczy się pierwsza gwiazdka:)- a to wszystko samo się dzieje, bez mojego udziału na razie.

Pozdrawiam Was słonecznie,  i oby więcej takich dni- wtedy być może uda mi się przestawić na tryb życia dzienny :)

piątek, 9 grudnia 2011

Muszelki w papućkach i kolorowe korony dla królewiątek:)






Tak to jest, jak człowiek czyta bez zrozumenia lub ma '"myśli nieuczesane":))
Pośpiech jest złym doradcą, lub też "spieszyć się trzeba tylko przy łapaniu pcheł" - jak mawiał mój ukochany nauczyciel matematyki:) w szkole średniej, gdy robiłam głupie błędy w równaniach:))

A wracając do tematu papućki mały być "z białym wkoło"- więc szybko dorobiłam brakujące 30 muszelek:)

Trzy korony powstały z bawełny do sesji foto dla noworodków.

Dobrej soboty dla Was:),
pomimo słoty, przenikliwego zimna, wilgoci i mroku już od godz.16.00 u mnie:(.

czwartek, 8 grudnia 2011

Tęczowe naleśniki i motyle:)






Będzie poduszka tęczowa, szydełkowa, z każdej strony inna, jak dzień i noc :)
Niestety zdjęcia znów wieczorne, ale zauważyłam, że fiolet wieczorem wychodzi na zdjęciach a w dzień nie:(- jest wtedy granatem.
Tak przynajmniej jest w moim aparacie.
Wykończoną zaprezentuję w świetle dziennym, bo moja ulubiona modelka Lala- przesypia całe dnie i wieczory, prócz ranków;)

Dziękuję za Wasze komentarze, człowiekowi wtedy lżej i jakby wiatr zmienia kierunek, łatwiej przeżyć następny dzień;)

środa, 7 grudnia 2011

"Iść, ciągle iść w stronę słońca"...:)





Trzeba żyć, pomimo smutków, wiatru w oczy...
Pomimo, tego, że syn ma tylko pracę do połowy miesiąca, córkę okradziono z całej torby, a ja walczę z totalnym przygnębieniem, nerwicą i depresją w jednym pakiecie....

Ale by nie było tak pesymistycznie, dziś papućki- bo jak iść boso przez świat?
Nie każdy jest Wojciechem Cejrowskim, prawda?:))
Szydełkowe, z miękkiej wełenki z akrylem- w pięknym kolorze kasztana.
Niestety- zdjęcia wieczorne, więc nie oddają koloru.
Miały być zapinane na guziczek, z kwiatkiem- i takie są:)

Pozdrawiam Was, znad szydełka, jeden szal gotowy, poduszka i inne drobiazgi w robocie- czyli ratujmy się czym się da:)
Jedni słodyczami , fryzjerem, zakupami, świątecznym rozgardiaszem,
a ja - sprawdzonym sposobem- moją pasją.
Jeszcze tylko słonka mi trzeba, jak powietrza...

wtorek, 6 grudnia 2011

Artyści- rajskie ptaki...


O zmroku, do światła
znów odchodzą parami...
tak różni, choć tacy sami....

(**)


Pamięci Adama H. i Violetty V.
ulubieńców mojej Mamy...

piątek, 2 grudnia 2011

Kwiatowe opaski dla dzieci i orientalne , śląskie niebo:)









Zrobiłam na szydełku kilka kwiatuszków- opasek dla niemowlaczków do sesji foto.
Zamówione były z moheru- ale nie miałam w brązach i fiolecie- i tak pokombinowałam troszkę :), żeby były puchate.

Po południu zaniepokoił mnie dziwny kolor za oknem- a raczej blask.
Popatrzcie na kolory chmur w blasku zachądzącego słońca u mnie z okna:)
Niesamowicie ogniste niebo na całym zachodzie, przesuwane chmury przez wiatr dawało złudzenie prawie zorzy polarnej:)
Zdjęcia na szybko z aparatu tel. nie oddają uroku i jednocześnie wielkości zjawiska.
Jakże jesteśmy mali wobec wszechświata i praw przyrody...

Podejrzewam, że takie kolory na niebie daje światło przepuszczone przez dużą ilość pyłów w atmosferze- co jak wiecie- u nas na Śląsku jest nawet groźne, a dozwolone normy ostatnio bardzo przekroczone.
Ludzie palą w piecach tzw. "byle czym" w większości płytami paździerzowymi ze starych mebli, co nie jest obojętne dla środowiska.

Na szczęście ja zlikwidowałam piec węglowy jakieś 20 lat temu:), choć nie powiem, że nie tęsknię za blaskiem kominka i prawdziwego ciepła;)