Im dłużej żyjemy-tym większe zataczamy kręgi:)


Obserwatorzy

niedziela, 23 sierpnia 2015

Bawełniane, letnie, szydełkowe kwiaty:) cz. 1

Pastelowe, duże kwiaty z bawełny łączę w całość, by powstało coś fajnego:)
Ale nie myślcie, że jest to tak szybko,  łatwo  i tylko  przyjemnie.


Na początku były wmieszane kwiaty z kolorem kremowym, 
gdy przyszła prośba, by dodać kolor biały. 

Jak już sprawdziłam nie raz, w takich miksach jak patchworkowe elementy,
kremowy przy białym wychodzi jak  brudny kolor,
niezależnie jakie go inne dzielą kolorki:)


Więc wymontowałam  elementy z kremową bawełną. 
W to miejsce wejdą kwiaty już z białej włóczki. 


Póżniej pojawila się moja  koncepcja, by dodać nieco łososiowego koloru, 
dla ożywienia, więc znów zmiana w układzie. 


A w międzyczasie robię kwiaty nadal,
ma ich być 100 w tej jednej pracy:)
Widzicie te nieskończenie długie nitki- pozostawiam je przy kwiatku,
by potem spokojnie tym kolorem wszyć wkoło inne elementy. 
Nie wszystko da się od razu szydełkiem połączyć, 
gdy tak trzeba z kolorami kombinować;) mimo, iż taki miałam zamiar od początku,
by wcale nie łaczyć igłą kwiatów.


I te niezliczone ilości nitek potem do wszycia:))
100szt x 3 kolory x 2 końcówki... w jednym kwiatku, mamy juz 600, 
a jeszcze jak braknie nieraz nitki,
to następne
końcówki.

Owszem, jest to bardzo wdzięczna praca, nie narzekam, bynajmniej:))
Ale nie tak prosta i szybka , jak się niektórym laikom wydaje. 




Tradycyjnie, na dokładkę muszą być na blogu moje zwierzęta;) 
Tu akurat mój Kocio, pilnuje, by kwiatki wychodziły równo:)



nawet wówczas,  kiedy robię je w dziwnych dla większości- porach nocnych:) 
Stąd kubek z kawą i  angielskimi kutrami.


Oto jak Sarenka wyleguje się  w międzyczasie,
na zaadaptowanym po synu posłaniu:)
Pewnie myśl: ... no fajne  mam kolory, energetyczne...


 ...a może jednak wybiorę takie bardziej kobiece?  




Do miłego mili moi,
upały zelżały, mogę myśleć;)
i działać dalej.

sobota, 8 sierpnia 2015

Orientalna, szydełkowa chusta......czyli porzeczki w turkusie :)

Oriental, crochet scarf ...... or currants in turquoise :)
Uwielbiam lato, zwłaszcza za jego nasycone kolory w wydaniu orientalnym.
Pojawiają się one  wówczas  nie tylko w modzie na ulicach, ale owocach i kwiatach. 


Tym razem zupełnie niespodziewanie,
gdy nurkowałam w kartonowych pudłach, w poszukiwaniu zupełnie czegoś innego, 
wyjrzała do mnie ta oto, nieskończona wówczas chusta. 

Zrobiłam ja chyba na jesieni lub zeszłej wiosny:) 
nie pamiętam:)
Teraz wszyłam wszystkie nitki i oto jest:) 


Powstała z dwóch mięciutkich mieszanek wełny z akrylem. 
Ten przeważający turkus to jeden motek,
nieco grubszy a reszta to kilka różnych motków pozostałych
po moich wielokolorowych chustach.


Pamiętacie te: klik i klik:)
Z turkusu zaczęłam kiedyś na drutach szal- klik.

Stwierdziłam jednak, że  jest mało wydajny, 
miałam dokupić motek, w końcu sprułam i dodałam tu:)



Z powodu upałów szukałam w szafce z ciuszkami 
jakiejś przewiewnej spódnicy.
Oczywiście, napatoczyła mi się ta indyjska,  
w kolorach identycznych jak w chuście;)


I tu znów dochodzę do potwierdzenia przysłowia:
"podobne przyciąga podobne";)


Jeszcze pochwalę się Wam ręcznie robionym mydełkiem-
to prezent od mojej córki, przywieziony  z Bułgarii. 
Pięknie pachnie czarną porzeczką.

Oj, nazbierałam się ich  jako nastolatka, na działce  u Tatki:)
Potem już razem, w upalnej jak dziś pogoda, kuchni
(paliło się w piecu węglem nawet latem, by ugotować obiad),
razem z Tatą myliśmy owoce, obieraliśmy z szypułek, robiliśmy bardzo liczne przetwory.
Specjalnością Taty była świeża galaretka z czarnych porzeczek,
ucierana ręcznie z surowych owoców z cukrem, bez pasteryzowania.
Wino domowe z czarnych i czerwonych porzeczek też było pyszne, a jaki kolor!:)
A dlaczego tak dziś to wspominam?
Bo dziś są  urodziny mojego Taty, gdyby żył skończyłby 94 lata,
rocznik 1921, pokolenie Kolumbów.


A tu,  na zdjęciach nasz domowy senior rodu zwierząt 
- Ciciuk, okupuje Martynce walizkę.


Jego bezcenna , śpiąca poza, mówi wszystko: 
.."dajcie Wy mi święty spokój":)


Córka  przepakowywała ją prawie w biegu, bo znów wyjechała do pracy, 
na kolonie w Słonecznym Brzegu.

U nas, póki co Słoneczny Śląsk, 
a chmury też słoneczne, upalne,
zupełnie nie zapowiadają deszczu. 


Zaszydełkowałam się trochę w bawełnie, większy projekt,
więc końca nie widać. 

Ale... mam w pudłach jeszcze inne Ufo-ki, jak je nazywacie, 
czyli moje prace z Nieskończoności:)


O,  byłabym zapomniała: :)
Dane techniczne:
 Włóczka:   turecka mieszanka akryl i wełna
Waga; ok. 20 dkg.
 Wymiary:
- szerokość w ramionach: 175cm
- wysokość chusty; 80 cm

 Czas pracy; tym razem nie liczyłam :) 

Pozdrawiam Was serdecznie spod wiatraka;)

PS.
Chusta oczywiście jest póki co wolna, czyli
"for sale":)
Zastanawiam się tylko, czy jej nieco nie powiększyć, 
obrabiając wkoło cieniowanym różem indyjskim:)