Im dłużej żyjemy-tym większe zataczamy kręgi:)


Obserwatorzy

niedziela, 21 lutego 2016

O tym, jak powstaje wymarzony sweter, czyli prolog "Pacific Aqua"


Najpierw musi być wełna, która daje nam impuls
 i natychmiast musimy z niej zrobić to, co się nam marzy:)




Następnie trzeba zanurkować w pudłach i wyszukać różne włóczki
...duuużo wełny i delikatnego moheru:)



Ponieważ ilość tej cudownej, mięciuchnej, 
ręcznie farbowanej wełny mam ograniczoną, 
niestety nie jest to  ocean:)....
trzeba wykonać na początku rękawy.


Jednak po namyśle stwierdzam, 
że rękaw z grubaśnych dwóch wełen, jest zbyt ciężki, pruję.


Ale mam już rozeznanie i wiem ile potrzeba nabrać oczek 
na duży sweter, kardigan lub płaszcz.


Nabieram na grubaśne druty z żyłką, 
mieszam faktury i kolory. 


Potem przypominam sobie, że mam zachomikowaną 
...nie bardzo wiem gdzie;)) włóczkę bąbelkową, 
fioletową, która idealnie pasuje do tego swetra:)


Znajduję, wrabiam i już nad ranem 
drugiej nocy mam połowę swetra:)


Wszystkie te prace nadzoruje Sarenka:)
Koty jakoś tym razem nie wykazują zainteresowania, 
wszak często nurkuję w moich 50 pudłach:)


Następny krok, to będą rękawy, a potem już z górki:)
Sweter nie będzie zszywany, więc przydadzą się kolejne 2 pary drutów  na żyłce.  
Tym razem cieńszych, by poprzekładać ze swetra na rękawy 
i uzyskać odpowiednią i jednakową ich grubość.


Wszystkie moje stareńkie,
prawie 30 letnie okna mam dalej zaklejone folią, 
czyli widać  mi smog za szybą. 
Czuję się jak w Londynie, Pekinie...Krakowie?, 
a nie tylko czarnych Katowicach:).


Aby zrobić dzisiejsze zdjęcia, musiałam otworzyć okno,
 ryzykując, że Kocio nie ucieknie na rusztowania, 
które bardzo pachną wiosną:)


Oprócz wełny w kolorze turkusu mam 
jeden motek w pastelowych różach.


Jeszcze nie wiem co z niego zrobię;)
Abyście mogli podziwiać inne wersje tej prześlicznej wełny, 
podaję Wam link; 

Teraz mnie chyba rozumiecie,
 dlaczego zachwycam się naprawdę piękną włóczką:)


piątek, 19 lutego 2016

Czapka i komin "Ara":)


Jakiś czas temu zaczęłam robić czapkę 
z cudownej wełny, o barwnej nazwie "Ara",  o tu:).
Niestety, miałam tylko trzy małe motki po 5 dkg.
Z niecałych dwóch  zrobiłam czapkę, bardzo luźną z warkoczem.



Trzeci motek czekał dość długo, 
zanim namotałam ten otulacz, czyli "komin":)


Początkowo chciałam dodać do niego wełenkę w kolorze szarym jako tło,
ale był to smutny zestaw. 
Ta wielokolorowa, artystyczna wełna lepiej prezentuje się 
na delikatnie kremowym tle, z lekkiego moheru, 
a raczej jakiejś jego mieszanki.


Jak wiecie posiadam sporo włóczek w domu, chomikuję;)
 więc zawsze coś się dobierze. 
Nic nie poradzę na to, że nie bawią mnie 
dzianiny jednobarwne czy cienkie:). 
U mnie wielką rolę gra kolor.
Uwielbiam cieniowane,  stonowane przejścia 
i zaskakujące zestawy kolorystyczne.


Następnym razem przedstawię Wam 
następną artystyczną wełenkę, 
prawdziwą,100% farbowaną ręcznie:)




Ponieważ zakwitł mój kolejny, zeszłoroczny hiacynt
nie mogłam się oprzeć, by go nie wpleść w ten post. 


A! i jeszcze guziki:)
Otulacz zrobiłam jako prostokąt, ponieważ nie wiedziałam na ile 
wrobionych pasm mi pozwoli melanżowa włóczka. 
Potem zszyłam i przyszyłam troszkę "maskująco" perłowe guziki, które uwielbiam.



Są z naturalnej masy perłowej , pięknie odbijają kolory dzianiny.
Dane techniczne: 
Włóczka: firma Dale Garn, "Ara", 100% wełna.
Waga: komplet waży ok 24 dkg.
Czapka: rozmiar oversize, nawet na dużą głowę:) wys. 21 cm.
Komin: średnica 90 cm, czyli obwód 180 cm, szer 18 cm

Dla porównania, tu:
na Raverly ta sama wełna
w innych odsłonach: )


Komplet jest wolny, wiec zapraszam na maila;)
W końcu mamy jeszcze zimę;))

 

PS. 
Kolory czapki realne są bardziej w tym starym poście. 
Teraz  mam ocieplany blok, 
a okna niestety! zaklejone szarą folią:(
i deszcz za oknem, 
więc sorki za jakość.

niedziela, 14 lutego 2016

Serduszka w dzianinie;)


Motyw ten bardzo lubię, ale wrabiam dość rzadko.
Tym razem jednak, to nie ja dziergałam te serduszka.

     
Dwustronny, cieplutki, wełniany,
żakardowy
szalik napotkałam w SH, 
nie mogłam przejść obojętnie;)


Być może dorobię sobie do niego czapkę, rękawiczki...
 ale już w spokojniejszym zestawie kolorystycznym.

 
Tak, na marginesie Święta Zakochanych
...czy wiecie, że...
   symbolem miłości jest i owszem serduszko, 
ale kolor nie czerwony,  a różowy? :)


Jeśli chcecie przyciągnąć do siebie miłość, 
kupujcie różowe kwiaty i ustawiajcie je na stole:)


Podobnie ma się sprawa z noszeniem kamieni
pół i bardziej szlachetnych:).

Te w różowym kolorze jak np. kwarc nie tylko przyciągają miłość,
ale noszone w okolicy serca
pomagają leczyć jego dolegliwości fizyczne.


Czyli dziś, życzę Wam Mili Moi,
miłości i zdrowia:)

środa, 10 lutego 2016

4 przody poduszek szydełkowych- lawenda, wrzosy i hiacynty:)


Tak, to nie pomyłka:)


To nie jest kolejny  kocyk patchworkowy, 
a 4 duże przody poduszek.


Kolorystykę zdominowały barwy fioletów, 
czyli lawendy i wrzosów tak, by pasowała do firanki z kwiatów, 
którą zrobiłam wcześniej dla Kingi, jak pamiętacie:)


Chwilowe słonko pozwoliło mi na uchwycenie kolorów, 
prawie identycznych jak w realu.



Poduchy razem ważą ok. 50 dkg. 
Wymiary jednej to 48 x 48 cm.



A tu możecie zobaczyć, 
jak Sarenka nadzoruje sesję zdjęciową.


Męcząca to praca,
 "człowiekowi" nos opada na poduchę:)



Tu już po sesji, 
czyli jak to można spracowanym zapaść  
w sen pokotem, lub "popsem":)



Do miłego mili moi:)