Kupiłam je dwa, w dyskoncie spożywczym, dosłownie za grosze:)
Jeden miał być fioletowy, niestety nie zakwitł, czekam nadal.
A drugi, ogromny, z dużymi, białymi kwiatami uszczęśliwia mnie od kilku dni:)
Pachnie tak intensywnie,
że muszę go odstawiać dość daleko od miejsca spania.
W ciągu dnia siedzę obok niego i jak widzicie- pracuję nad indyjskim pledem;)
Przykładam, zmieniam, bo mam być kolorowy ale i zwariowany:)-
tak sobie zażyczyła Ania.
Moja córka zapytała: "czemu on taki ciemny?"(bo dominuje tu kolor brązowy).
Taki ma być, mimo, że na zdjęciach może zawrócić w głowie,
podobnie jak zapach hiacyntu:)
Czy wiecie, że w Indiach kiwtną te cudowne rośliny?
Również występuje tam minerał o tej samej nazwie, w różnych kolorach.
I tylko się zastanawiam nad tym pledem,
oraz po komentarzu Beaty pod poprzednim postem,
że kolory mam z miasta Jaipur w Indiach...
Cudownej i radosnej wiosny Wam życzę :)















