Tak, zimno się zrobiło i zupełnie nie wiosennie,
Święta przeszły jakby obok...i bardzo szybko:)
W międzyczasie postanowiłam połączyć kwadraciki w chuście.
Tradycyjnie, jak w narzucie zrobiłam to szydełkiem.
I tu rutyna nie wyszła mi na dobre...:(
Chusta zrobiła się lekko sztywna, jak na chustę,
a włóczka dość gruba, sama w sobie.
Pomyślałam...no chyba Agnieszka nie chce takiego koca na plecach? :(
Postanowiłam spruć całe łączenie.
Od nowa połączyłam chustę przez częściowe prucie kwadracików i ponowne ich robienie.
Tym razem z łączeniem w ostatnim okrążeniu sasiednich kwadratów.
Chusta zrobiła się ciut lżejsza i bardziej miękka.
Jednak na tym nie koniec....wpadłam na genialny sposób,
by spruć też kwadraciki z soczystą zielenią trawiastą.
Tam dałam podwójną,
choć cieniutką wełenkę i ona wydała mi się
też zbyt sztywna.
Jednym słowem cała operacja nazywa się zmiękczanie grubej chusty:)))
Poszłam do sklepiku na mojej "dzielni":)),
by dokupić inną miękką trawiastą zieloną,
a tam echo...nie ma;((
Czyli zostało mi zamówić w necie...więc trochę uziemiona znów jestem z tymi "Kaczeńcami".
Mało tego, aktualnie chusta jest nieco dziurawa w parunastu miejscach,
bo tam mają przyjść nowe, zielone kwadraty.
Ot i tak się rozpisałam szczegółowo, na temat niby prostej pracy.
Mam nadzieję, że w trzecim poście chusta będzie już kompletna.
A póki co dziergam swoją chustę na drutach-
szalone boho w barwach indyjskich:))
Ciepłych dni Wam życzę, mili moi...
oby do wiosny...czyli do maja;))