Im dłużej żyjemy-tym większe zataczamy kręgi:)


Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Haft krzyżykowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Haft krzyżykowy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 czerwca 2017

Sweterek dla dziecka- z kotkiem:)



Bardzo dawno nie robiłam sweterka dla dziecka, 
chyba minęło jakieś 26 lat...;)


W wieku ok. 2 lat był mój syn wtedy, gdy zrobiłam dla niego kremowy sweterek,
 z dużym, wrabianym, kolorowym klownem i naszywanymi pomponami.

Dziś powiedzielibyście, że taki w stylu boho:))
Gdy tylko zobaczyłam tę włóczkę, od razu postanowiłam, 
że będzie z niej coś dla dziecka.

 
w
Taka melanżowa, multikolorowa włóczka fajnie komponuje się
 z białym czy innym neutralnym tłem. 


Zrobiłam go od góry, bezszwowo.  


Tu tył sweterka.


Boki zaznaczyłam wzorem francuskim.


Ponieważ wydał mi sie nieco bezoosobowy w same paseczki, 
wymyśliłam kieszonkę:)


Kotek na niej jest wyszywany, co robiłam z głowy, 
oraz pierwszy raz  w życiu. 


Chodzi mi tu o technikę  haftu.
Kiedyś robiłam haftowane krzyżykami  kartki, 
pamiętacie? 
Stąd wzięłam wzór kotka. 
Włóczka to mięciutki akryl dla dzieci, 
który do złudzenia przypomina bawełnę. 




Jestem bardzo z niego zadowolona, i mimo, że  składa się z wielu nitek, 
nie rozdwajał mi się na drutach.


Przenikanie się kolorów bardzo inspiruje do dziergania, 
nie można przestać.


Taka włóczka nadaje się na letnie sweterki, topy, 
kocyki, poduszki
czy nawet chusty.

Włóczkę kupicie w sklepiku Liloppi:)  


Sweterek jest luźny, model oversize, 
dla dziecka w wieku 2-4 lat.


Tu na podkładkę pozował mój Kocio:))
Już mam w głowie następne wersje,
 z kieszonkami i haftami:)) 

wtorek, 10 kwietnia 2012

O bratkach... czyli jak "podobne przyciąga podobne":)

Jak widzicie moje bratki szydełkowe- sztuk całych trzy:)) zakwitły na baziach.
Ale cały czas zastanawiałam się - skąd ja je znam...?


Oczywiście- przy okazji szukania czegoś zupełnie innego wyszły bratki haftowane z szafki:)


Dawno temu je upolowałam w SH:)- pod hasłem;
"bo takie ładne i tyle pracy".
Zamierzałam:
- może poduszki uszyć,
- może szydełkiem obrobić również jako poduszki...
i tak zostały schowane- na długo.


Na dokładkę popatrzcie- jak to po świętach, moje kocięta w słonku- leniwe:)
Lalka szuka trochę ciepła, a Ciciuk- bardzo cierpliwy- śpi- nic go nie rusza:)

czwartek, 24 listopada 2011

Nawet w listopadzie mogą zakwitnąć:)

















Kółeczka szydełkowe i drzewo kwiatowe - znacie już dobrze :)
Na zamówione, małe robótki pewna Kasia czekała długo, ale tak to bywa- czasem odkładam na potem, bo to "szybka robótka" a czas ma swoje prawa- i tak się czekanie przedłuża w nieskończoność..:(

Znów się przestawiłan na nocne zmiany, pracuję do 4 -5 rano, jestem chronicznie zmęczona, stawy rąk odmawiają posłuszeństwa- a wydawałoby się- co tam takie szydełkowanie...

Ale nie o tym Wam chcę pisać, a o tym, że bardzo dziękuję za odzew w sprawie włóczki poszukiwanej.
Mam nadzieję, że któraś z Was mi ją upoluje:)) a ja już nie będę świecić oczami za nieskończony szal:(.

Ponieważ większość z Was haftuje a ja mam wzorów bardzo dużo, postanowiłam podzielić się z Wami, bo ja raczej w tym roku nie nacieszę się haftem:(- jedynie oczy na Waszych robótkach:).
Małe wzorki - adwentowe świeczki i wieńce, nawet Mikołaj już zbiera się do drogi:)
Wzory pochodzą z Sabriny- wydania specjalnego z roku 2004.

Miłego haftowania dla Was:)

środa, 20 lipca 2011

Moje chabry lipcowe;)





Odkąd pamiętam - kocham chabry;))
Jako kilkulatka zbierałam je na polach, do dużego koszyka, by mieć co charytatywnie:)) sypać na procesji Bożego Ciała.
Po Komunii był to już obowiązek- bardzo miły.

Pamiętam, że najwięcej było ich na polu księdza...tuż za plebanią...to się nazywa "Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek"...:)) bo na te łany zbóż był zakaz wchodzenia!

Były też i inne kwiaty-łąkowe; koniczyna, kaczeńce, rumianki, różowe kwiaty głogu- i tu trzeba było wspiąć się na drzewo(co to dla mnie! - "chłopczycy"....po co prosić kolegów, skoro mogę sama...i tak mam do dziś:))
Na końcu, gdy wydawało mi się, że mam kwiatów jeszcze za mało (a koszyk był pełny po brzegi:)) biegłam do Taty na działkę- a tam raj:))
Prosiłam pięknie, że "przecież zaraz przekwitną i opadną" z buzią w podkówkę... i dostawałam cudowne kwiaty piwonii, jakieś róże wczesne, czasem lwie paszcze::))i wiele innych, bajecznie kolorowych okazów i dumę Taty!:))
Koszyk miałam zazwyczaj największy i najbardziej kolorowy- jak to dziecko, rosłam z dumy:)

A dziś- tak mi się ta włóczka "upolowana" za grosze, stara jak świat:) w kolorze indygo- a dla mnie chabrów- skojarzyła z dzieciństwem i tymi kolorami, którymi Was tu dość często raczę:))
Na dokładkę moje nieskończone chabry, bratki i inne błękity naklejone na kartkach- tylko wybierać:))
I tradycyjnie- moje marzenia zamknięte w torebce- chabry do wysiania- znalazłam w szufladzie- jeszcze z zeszłego roku...
Bo jakoś mi umyka, by kupić ziemię i wysiać ...tylko do doniczki- moją namiastkę dziecinnych wspomnień.

Pozdrawiam was chabrowo, nostalgicznie:)

niedziela, 3 lipca 2011

Dzisiejsza kawa, wczorajsza 29-letnia zdobycz i coś na słodko:)






Oj, jesiennie za oknem w środku lata:(
Ale jakoś ratować się kolorami trzeba:)
Wklejam zdjęcia bardzo szybkiego ciasta urodzinowego Martynki- a robię je wyłącznie na urodziny dzieci od 21 lat( syn ma 22 lata;)- i zawsze sie udaje, mimo, iż za każdym razem inne.

Przepis na tort bez pieczenia:)
Na dno tortownicy pokruszyć biszkopty, herbatniki- dowolnie:)
Krem budyniowy:
ugotować 2 budynie dowolnego smaku:)w 1/2 litra mleka, gdy przestygnie nieco- dodać pół, lub mniej kostki masła.
Można wrzucić rodzynki, orzechy, zapach waniliowy lub pomarańczowy( wg gustu) kilka kropli.
Jeszcze ciepły budyń wymieszać z masłem aż powstanie gładka masa.
Krem wyłożyć na dno tortownicy, na biszkopty lub przełożyć gotowy biszkopt- jeśli mamy:) .
Owoce z puszki( ananas, brzoskwinia) lub sezonowe: truskawki, jagody-wyłożyć na krem.
Następnie tężejącą galaretką zalać owoce.
Inna wersja- bez galaretki, to posypanie wiórkami kokosowymui góry ciasta i udekorowanie owocami, orzechami, rodzynkami.
Smacznego:)
Czas pracy- ok 1/2 godziny.





A przedstawiam Wam moją dość starą pracę- na szybko haftowałam, niecierpliwie, gdy dzieci wyjechały na jakąś wycieczkę w góry.
Bardzo drobna kanwa wkurzała mnie, więc tylko miejscami krzyżyki, a większość półkrzyżyki:)
Niedawno odkryłam, że mam i schemat chłopczyka....tylko z czasem u mnie gorzej:(.

Jeszcze popatrzcie- jaką zdobycz upolowałam na prawdziwym pchlim targu za całe 2 zł a kiedyś kosztowała 100:)
Książka z 1982 roku- czyli ma 29 lat, ale świetnie są opisane rodzaje i techniki haftów regionalnych.
Będę pomalutku haftować krok po kroku, bo haftow płaskich nie zdążyłam się od Mamy nauczyć.

I jeszcze w środku znalazłam kawałek karteczki z pieczątką Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego z Gdańska....- i w wyobraźni zastanawiam się, jak taka ciekawa książka- dla mnie skarb- zawędrowała przez całą Polskę znad morza na Śląsk..:)), jakie były jej losy, przez ile rąk przeszła, zanim trafiła do mnie?:))

Dobrego i słonecznego tygodnia dla Was.

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Świąteczne makatki:)




Wiszą w mojej kuchni cały rok:)) więc zupełnie zapomniałam o nich.

I jeszcze mam zagadkę - może to któraś z Was uszyła tą zieloną patchworkową, lub znacie kogoś , kto takie szył z mojej okolicy?
Bo kupiłam od znajomej i jej znajomej kilka lat temu - i nawet nie znam autorki- a doceniam:)
Jak widać trochę sprana, bo wisi i tylko odświeżam ją co jakiś czas.

Dziękuję bardzo za wiele życzeń jakie od Was dostałam:))

Pozdrowienia i miłego tygodnia dla Was:).

sobota, 12 marca 2011

Haftowane zwiastuny wiosny i Wielkiej Nocy:)




Znalazłam swoje wzory haftowanych kartek świątecznych, a skoro jest słonko, zrobiłam im nowe zdjęcia, czyli mała powtórka tego co było:)
I jeszcze na dokładkę kilka jajecznych, papierowych, gazetowych:)

Od razu lepiej na serduchu, jak człowiek otacza sie kolorami - będę to chyba powtarzać do znudzenia:)

Pozdrawiam sobotnio i wreszcie wiosennie:)

środa, 29 grudnia 2010

Miłość niejedno ma imię..:))czyli czerwona poduszka:)










Czas świąteczny - to czas prezentów.
I moja córka postanowiła dać swojej miłości prezent wyjątkowy..osobisty.
A skoro miał taki być...wzięła przykład z mojej twórczości(gdzie przez lata mówiłam jej,  że wkładam w każą pracę cząstkę siebie) i wymyśliła czerwoną poduszkę. 
Ale wersji było kilka, najpierw miała to być aplikacja ręczna z kolorowych serduszek, potem być może jakiś haft..?
Ale..ostudziłam trochę jej zapędy- bo nie byłam pewna czy moja maszyna do szycia działa...poza tym córka od igły ucieka gdzie pieprz rośnie:)))
Ma to na co dzień, więc może się przejeść- zupełnie ją rozumiem.
Ale, od czego ma się pomysłową mamę?:)
Miałam w domu kawałek pięknej czerwonej bawełny, serwetka w kwadraciki wpadła mi sama w ręce na szmatkach- zostało tylko wyhaftować coś w środku i uszyć poduchę.
Tylko..okazało się dwoma dniami mozolnej pracy mojej córki...ale dała radę.
Mimo, że krzyżyki koślawe nieco- to naprawdę od serca.
Mnie zostało szycie...:))
I tak, do czwartej rano dziś szyłyśmy, piekłyśmy ciasteczka...gadałyśmy:))
Zjadłam nieco nerwów przy tym szyciu..bo 8 lat nie miałam maszyny w rękach, w dodatku bębenek zjada nitkę:) ale dałyśmy radę.
Nawet udało się duży zakład zrobić, żeby nie było zamków czy troczków.
Jak widzicie, kochani, zwierzaki chętnie z nami urzędowały- w nagrodę każde z nich dostało po czerwonej kokardzie z tej samej bawełny::))
I ciasteczka nawet się nie spaliły:)
Przepis TU:)

I taki oto wniosek:

miłość może góry przenosić:)

nawet nauczyć haftu czy szycia:))