Ta chusta jest bardzo szczególna.
Powstała z kilku kwadratów chusty Kakadu- o tej;)
Potrzebowałam bowiem takiej kolorowej
włóczki do innego projektu,
. . . więc sprułam Kakadu prawie całkowicie.
Pięć dolnych kwadracików to właśnie zaczątek tamtej chusty.
Leżały te zaczęte kwadraciki ponad rok...
Aż dokupiłam innej, ale do złudzenia podobnej włóczki,
bo tamta-Padisah w tych papuzich kolorach już nie do zdobycia.
Był początek grudnia, gdy moja psinka Sarunia po 2 miesiącach nasilenia choroby (chorowała przewlekle od 2,5 roku) teraz codziennie, przez prawie 2 tygodnie, dzień w dzień dzielnie szła ze mną do weta,
na badania, zastrzyki, a potem kroplówki.
Zabrałam więc chustę i dziergałam tam,
między jednym a drugim przytulasem,
czy głaskiem dla schorowanego, ale bardzo cierpliwego
dziecka psiego pod kroplówką.
Zdążyłam tylko zrobić przez dwa dni, dwa górne, długie rzędy...
Trzeciego dnia zabrałam robótkę na kolejną wizytę,
bo to ok 2,5 h pracy cennego czasu dla mnie przy chuście...
Jednak kolejne wyniki badań miast nadziei, zwaliły mnie i lekarkę z nóg.
Trzeba było szybko zakończyć cierpienie,
którego chore zwierzątko
wprost nie komunikuje...a gaśnie w oczach.
Tego dnia nie zrobiłam ani jednego oczka...
Następnego również nie...
Dokończyłam ją przed świętami, bo dobra dusza na nią czekała.
Chusta jest radosna, barwna...pomimo wszystko:)
i mam nadzieję, przynosi radość i ciepło.
Brzegi wykończyłam szydełkiem.
Tu lewa strona;) też ma swój urok.
I jeszcze z przybliżenia;)
Entrelak, jeśli ma dobrą włóczkę,
jest bardzo fotogeniczny.
Dzierganie barw przynosi mi ulgę w tęsknocie i otuchę,
Traktuję to jako swoistą terapię,
stosuję każdego dnia;)
***