Zmarzłam, jak co roku o tej porze,
więc zanurkowałam w szafie, w poszukiwaniu swetrów grzejących.
Znalazłam jeden,
bardzo stary, upolowany w SH, golf z wełny 100%...ale czarny.
Brrr, od dawna odrzuca mnie od tego koloru,
chyba zbyt długo w nim chodziłam...dziesiątki lat.
Tu przerywnik- Lalunia na moich kolanach, gdy tylko mam wziąć druty do ręki:))
Oczywiście starałam się łączyć ulubiony czarny z innym kolorem zazwyczaj...
ale odkąd mam troje futrzastych dzieci- zmieniły mi się powoli upodobania, poddałam się:)
Ileż można kupować rolek do odkłaczania?
A że obok stało pudło z łotewską, żywą wełną i jakaś mieszanka cieniutka,
cieniowanej włóczki (wełna, akryl, alpaka)...
zupełnie ad hoc, bez pomysłu złapałam za druty.
I oto powstaje na okrągłych drutach;))
W międzyczasie prułam kilka razy karczek,
bo się tak rozpędziłam z dodawaniem oczek, bez przymierzania.
Bo kto by tam przekładał połowę swetra na drugie druty, by przymierzyć.?..
że na wysokości pachy miałam dwa koła 360*..;))
Sprułam, zrobiłam to co widać.
Teraz znów sprułam, bo od pachy zamiast wełny dodaję jako drugą nitkę do cieniowanej-
znalezisko sprzed lat- cieniutką alpakę w różnej ilości i kolorach:)
Między innymi Dropsa, ale jest i sporo norweskiej:))
Suma sumarum:) robię górę i dół jednocześnie..:)
W ubieraniu się na cebulkę w domu nie znam umiaru.
Ponieważ ubrań raczej nie wyrzucam, znalazłam przedpotopowy dres ocieplany z kreszu:))
Kolorami idealnie pasuje do mojej robótki:)))
CDN
nastąpi niebawem, mam nadzieję;))