Pamiętacie, jak zrobiłam sukienkę- Alpejskie jezioro?
Monika nie czuła się dobrze w tym fasonie,
poprosiła o przerobienie na płaszczyk.
Ponadto miałam odjąć włóczkę śliwkową i zieloną boucle'a,
oraz fioletowe pomponiki.
Sprułam zatem całość, dodałam jasną,
grubszą miętową włóczkę z lekkim włoskiem,
puchatą, oraz kilka innych.
Ponadto zużyłam cały motek farbowanej,
francuskiej, grubaśnej wełny, na plisę i dekolt.
Mnie bardziej podoba się lewa strona,
wygląda jak malowana;)
Monika woli tę z nitkami:))
Robiłam od dołu, osobno rękawy.
Potem łączyłam wszystko gubiąc oczka na okrągłym karczku.
Na końcu dorobiłam grubą plisę i dekolt.
Tu lewa strona płaszcza.
Cały płaszcz nie ma wcale zszycia:)
Płaszczyk jest bardzo ciepły i lekki -
jak na taki duży fason- waży zaledwie 90 dkg.
Jak widzicie, pomocnice moje kochane też nie próżnowały-
robota musiała być dobrze zrobiona;))
Ja tymczasem mam już na drutach bawełnę;)