Im dłużej żyjemy-tym większe zataczamy kręgi:)


Obserwatorzy

czwartek, 24 marca 2016

Kwiatowy kocyk dla dzieci:) beżowy


Tym razem użyłam czterech różnych włóczek, 
w beżowym i kremowym kolorze.


Troszkę pokombinowałam i oto jest:)


Bardzo lekki, puchaty i mięciutki, 
w sam raz dla niemowląt, do sesji foto.


Standardowo składa się z dużych 18 kwiatów. 


Łączę je od razu w trakcie pracy,
 potem jedynie wszywam nitki.


Mam jeszcze jeden do zrobienia, 
czyli cdn:)

wtorek, 22 marca 2016

Kto śpi na tęczowych poduszkach?...czyli ogłaszam konkurs :)

Na moich tęczowych poduszkach śpią koty, 
zmęczone całonocnym polowaniem....:)


Wtedy jedna poducha nie wystarczy:)


W szare, pochmurne dni dziewczynkom dodają wigoru:)


Te zdjęcia dostałam dziś od Justynki:)
Dziękuję bardzo. 
Takie naturalne cenne są dla mnie zwłaszcza za to, 
że w Waszych domach moje "szydełkowce" czy inne dziergane, 
użytkowe przedmioty "żyją";)
Nie tylko, tak  jak u mnie leżą na płasko, grzecznie:))

Czy ktoś jeszcze zechce się ze mną podzielić swoimi zdjęciami
 z pieleszy domowych?
A może powinnam ogłosić jakiś konkurs?
To nadsyłacie, proszę,do końca kwietnia;)
  Ja pomyślę i ogłoszę:)) nagrodę, niespodziankę.
Zdjęcia będę publikować w zupełnie osobnym poście
 każdy będzie mógł  głosować, dodając komentarz.
Wygra to zdjęcie, które zbierze najwięcej Waszych głosów:

Ciepła i słonka Wam życzę na ten pracowity tydzień:)

piątek, 18 marca 2016

Kocyk szydełkowy dla dzieci:) różany


Kolejny kocyk, narzutka do sesji foto, dla niemowlaków:)


Tym razem szydełko zamotało się w odcieniach różu,wrzosu
i zrobiło 18 japońskich kwiatów.


Z tej włóczki zrobiłam już chustę 
na drutach o tu:)



Uwielbiam te kolory i ich przenikanie w różne odcienie. 



Do różanego dobrałam motek delikatnego kremu z wrzosem, 
dla urozmaicenia:)

środa, 16 marca 2016

Szydełkowy pokrowiec na taboret: różany:)


Lubię wyzwania, oraz uczyć się nowego:)




Tym razem Ania dała mi zadanie nie lada,
 dostałam tylko takie zdjęcie i prośbę , bym zrobiła podobny.

źródlo; internet

Zamieniła jednak błękitne różyczki na bardziej realne  kolory, 
czyli dwa odcienie różu.


Takie małe prace robi się w miarę szybko ale bardzo przyjemnie.


Dłużej zajęło mi kompletowanie włóczki niż samo robienie;)



Brzeg wykończyłam muszelkami, wciągnęłam wstążeczkę.
Akurat nie miałam białej, więc jest delikatny róż.






Nie posiadam takiego taboretu, więc tylko wieczko od pudła
 i mój okrągły taboret kuchenny udają, że tak ma być;)



Mam nadzieję dostać od Ani zdjęcia już jej ubranego stołeczka, 
więc się wtedy z Wami podzielę.


Dane techniczne:
Włoczka: bawełna egipska oraz Gazal Baby Cotton (bawełna z akrylem)
Waga ok. 12 dkg
Wymiary: 35 x 35 cm, plus kilka cm brzegu.


Akurat dostałam takie piękne różyczki od córki na imieniny, 
więc pasują jak znalazł:)






Słonecznych i ciepłych dni Wam życzę, wiosennych:)


niedziela, 13 marca 2016

Jedna różyczka;)



Sezon na pastele trwa;) 


Na razie mam jeden element. 


Ta pastelowa, szydełkowa zabawa bardzo wciąga:)



cdn:)

sobota, 12 marca 2016

Kilka kwiatów w angielskich kolorach:)

Jest połowa lat 70-tych (ubiegłego wieku:), czasy siermiężnego,  
szaro- burego PRL- u na ulicach.
Ludzie ubrani raczej w szarości, brązy, granaty, ciemne, bure zielenie i czerń. 
Bardzo powoli, ale jednak, hitem stają się kolory ziemi, czyli "khaki".

Tu posłużę się Wikipedią:
Khaki (czyt. khaki, kaki; nazwa pochodzi od słowa khāki z języka hindi, które oznacza "zapylony",
"koloru pyłu" khāk – "pył", "kurz") – kolor płowo-kasztanowo-cynamonowo-ziemisto-żółty. 
Pierwszą odzież khaki produkowano w Barodzie w zachodnich Indiach. 
Służy do kamuflażu jako kolor ochronny mundurów wojskowych.

Jednak dziś nie o kolorach khaki będzie moja opowieść:)
Moja mama od dziecka szyła mi sukieneczki, bluzki i całą garderobę:) 
począwszy od krótkich spodenek, 
(w których razem z kolorowym podkoszulkiem biegałam cale lato), 
na płaszczykach skończywszy:)
Zawsze dbała, by na wyjścia być ubraną odpowiednio do sytuacji. 
Dziś nazywacie to dress codem:)
Jest jakaś pochmurna , wczesnojesienna sobota,  
 idę z Mamą w odwiedziny do Taty,do szpitala. 
Dawniej odwiedzało się chorych tylko w soboty i niedziele.
Mam jakieś 9-10 lat, jestem ubrana w odświętną sukienkę z bordowego  aksamitu w granatowe wisienki:)
Pod szyją nakładany, biały kołnierzyk. Nie cierpię rajstop (ja chłopczyca:) a  do sukienki mam ubrane takie dziecinne, białe,  grubsze. Ale cóż jak mus to mus:(.
Ogólnie nastrój mam nieciekawy,  idziemy z Mamą w centrum miasta, 
trzymam ją za rękę, trochę rozmawiamy o chorobach, szpitalu, ot tak, o życiu.
Na ulicy jest ludzi niewiele, ale ja nauczona od Mamy, lubię się im przyglądać, zwłaszcza jak są ubrani. 
Nagle  już z oddali dostrzegam  bardzo ciekawe, kolorowe, 
nieziemskie 
zjawisko:), które przyciąga mój wzrok.
Po przeciwległej stronie idzie piękna, około 30-35 letnia  kobieta, 
wysoka blondynka z bujnymi  lokami, ubrana jest bardzo zwiewnie. 
Spódnica w kolorze soczystej zieleni, prawie seledynowej, bluzka chyba w kwiaty, 
raczej w neonowe niż różowe. 
Do tego jakiś zwiewny, długi szal- apaszka w kolorze mocnego różu 
i o ile dobrze pamiętam, bardzo kanarkowy odcień zielonego, lekkiego żakietu. 
Minęła nas a ja aż się za nią obejrzałam:)
"Mamo!", powiedziałam, "zobacz jak ona jest ubrana? 
Te kolory nie pasują do siebie! Jak można się tak ubrać? "
Nie było człowieka, który by na nią nie zwrócił uwagi:)
Moja mama, z natury konserwatywna ale bardzo tolerancyjna i wyrozumiała dla swoich 
często bardzo kapryśnych klientek, uśmiechnęła się na jej widok i powiedziała: 
"Wiesz, to takie angielskie kolory:)"...

Dziś, gdy robiłam te kwiatuszki przypomniałam sobie tę historię :)
Wywarła na mnie duże wrażenie, bo tak "krzykliwie"  nikt się wtedy na ulicy nie ubierał:)
No, może jedynie "dzieci kwiaty" ale ja ich wtedy jeszcze nie spotkałam:) 
I tak się zaczęłam zastanawiać, skąd mama wiedziała, że  to "angielskie" kolory? 
W dobie czarno- białego tv, jaki mieliśmy w domu, nigdy nie była w Anglii...
Może z gazet lub czasopism? Ale zza żelaznej kurtyny niewiele do nas wtedy docierało.
Prenumerowane od lat 50- tych przez Mamę polskie, "modowe" czasopisma, 
drukowane na brudno- żółtym prawie papierze, a w nich projekty odzieży 
 i formy w kolorach równie burych co ubrania  na ulicach.
Więc skąd ta znajomość zagranicznej  kolorystyki? 
Owszem, miałyśmy w domu kilka katalogów odzieżowych, 
przywiezionych z dawnego NRD przez zaprzyjaźnioną klientkę;)
Oglądane przeze mnie z namaszczeniem, pod kontrolą mamy, 
by nie zniszczyć cennej zdobyczy:)
Ale była to moda niemiecka, klasyczna bardziej, kolory raczej podstawowe, stonowane.
Sporo brązów, bieli, szarości, granatów i stylu marine. 
Nie nosiło się wówczas krzykliwych , dziś modnych neonowych turkusów, fuksji, 
żółci, pomarańczy czy seledynu:)
  
Być może styl angielskich zestawień kolorystycznych poznała w szkole  krawieckiej, 
którą ukończyła z wyróżnieniem
 i później zdobyła tytuł mistrza w tej dziedzinie.
A być może z książek, które zawsze ceniła, a miała na nie niewiele czasu.
To ona od dziecka uczulała mnie nie tylko na barwy, 
odcienie, faktury i desenie tkanin ale i na świat przyrody. 

Dziś wiem, że ten zestaw kolorów, to po prostu angielskie ,
 różane ogrody:)
Czyż nie? :)
źródło: flickr

piątek, 11 marca 2016

Różowy, cekinowy sweterek; wersja pierwsza:)


Zanim go spruję, prawie w całości...
postanowiłam Wam go jednak pokazać.


Jest właściwie skończony, pozostało jedynie wszycie nitek.
Robiłam go od dołu, na okrągłych drutach.
Nauczona doświadczeniem z poprzednim swetrem dla mojej córki, 
który wyszedł 
"za długi i za szeroki nieco...:)" 
postanowiłam "wytaliować" ten aktualny.


Zgubiłam więc równomiernie kilka oczek, 
od wysokości bioder, do pasa.
Potem już nic nie nie dodawałam, ani nie gubiłam.
Dołączyłam rękawy (zrobione również na okrągło) 
i po raz pierwszy w życiu,
 zaczęłam gubić oczka w biuście i karczku za pomocą raglanu.


Wkoło szyi jest malutki dekolt.


Córka przymierzyła, wydawał mi się idealny, ale dostało mi się , a jakże;)
"Mamo! czemu jestem w nim taka gruba?"
Ja tego nie widziałam, sweterek leży idealnie, przylega ładnie do ciała.
Ale skoro tak, ustaliłyśmy, że spruję do bioder.


Nie będę nic gubić, tylko zrobię prosto do góry, oraz większy dekolt.
Na szczęście rękawki są dobre.
Ponadto już prułam raz  prawie cały karczek, 
bo mi się dekolt, zakończenie inne warkocza 
oraz  moje gubienie oczek nie podobało.


Szkoda mi trochę tej żmudnej pracy, bo jak pisałam już kiedyś,
 niteczka cieniutka, połączona z dosłownie pajęczą:) nicią kremową. 
Do tego cekiny, które staram się aby były na prawej stronie w większości.


Teraz na drutach mam aktualnie kolejny kardigan, 
więc moja, osobista passa na druty trwa:)


Tu  kawałek morskiego swetrzycha i mój wierny, 
nocny towarzysz 
Kocio:)


oraz Lusia:) 
jako pokojowa maskotka.