Im dłużej żyjemy-tym większe zataczamy kręgi:)


Obserwatorzy

sobota, 12 marca 2016

Kilka kwiatów w angielskich kolorach:)

Jest połowa lat 70-tych (ubiegłego wieku:), czasy siermiężnego,  
szaro- burego PRL- u na ulicach.
Ludzie ubrani raczej w szarości, brązy, granaty, ciemne, bure zielenie i czerń. 
Bardzo powoli, ale jednak, hitem stają się kolory ziemi, czyli "khaki".

Tu posłużę się Wikipedią:
Khaki (czyt. khakikaki; nazwa pochodzi od słowa khāki z języka hindi, które oznacza "zapylony",
"koloru pyłu" khāk – "pył", "kurz") – kolor płowo-kasztanowo-cynamonowo-ziemisto-żółty. 
Pierwszą odzież khaki produkowano w Barodzie w zachodnich Indiach
Służy do kamuflażu jako kolor ochronny mundurów wojskowych.

Jednak dziś nie o kolorach khaki będzie moja opowieść:)
Moja mama od dziecka szyła mi sukieneczki, bluzki i całą garderobę:) 
począwszy od krótkich spodenek, 
(w których razem z kolorowym podkoszulkiem biegałam cale lato), 
na płaszczykach skończywszy:)
Zawsze dbała, by na wyjścia być ubraną odpowiednio do sytuacji. 
Dziś nazywacie to dress codem:)
Jest jakaś pochmurna , wczesnojesienna sobota,  
 idę z Mamą w odwiedziny do Taty,do szpitala. 
Dawniej odwiedzało się chorych tylko w soboty i niedziele.
Mam jakieś 9-10 lat, jestem ubrana w odświętną sukienkę z bordowego  aksamitu w granatowe wisienki:)
Pod szyją nakładany, biały kołnierzyk. Nie cierpię rajstop (ja chłopczyca:) a  do sukienki mam ubrane takie dziecinne, białe,  grubsze. Ale cóż jak mus to mus:(.
Ogólnie nastrój mam nieciekawy,  idziemy z Mamą w centrum miasta, 
trzymam ją za rękę, trochę rozmawiamy o chorobach, szpitalu, ot tak, o życiu.
Na ulicy jest ludzi niewiele, ale ja nauczona od Mamy, lubię się im przyglądać, zwłaszcza jak są ubrani. 
Nagle  już z oddali dostrzegam  bardzo ciekawe, kolorowe, 
nieziemskie 
zjawisko:), które przyciąga mój wzrok.
Po przeciwległej stronie idzie piękna, około 30-35 letnia  kobieta, 
wysoka blondynka z bujnymi  lokami, ubrana jest bardzo zwiewnie. 
Spódnica w kolorze soczystej zieleni, prawie seledynowej, bluzka chyba w kwiaty, 
raczej w neonowe niż różowe. 
Do tego jakiś zwiewny, długi szal- apaszka w kolorze mocnego różu 
i o ile dobrze pamiętam, bardzo kanarkowy odcień zielonego, lekkiego żakietu. 
Minęła nas a ja aż się za nią obejrzałam:)
"Mamo!", powiedziałam, "zobacz jak ona jest ubrana? 
Te kolory nie pasują do siebie! Jak można się tak ubrać? "
Nie było człowieka, który by na nią nie zwrócił uwagi:)
Moja mama, z natury konserwatywna ale bardzo tolerancyjna i wyrozumiała dla swoich 
często bardzo kapryśnych klientek, uśmiechnęła się na jej widok i powiedziała: 
"Wiesz, to takie angielskie kolory:)"...

Dziś, gdy robiłam te kwiatuszki przypomniałam sobie tę historię :)
Wywarła na mnie duże wrażenie, bo tak "krzykliwie"  nikt się wtedy na ulicy nie ubierał:)
No, może jedynie "dzieci kwiaty" ale ja ich wtedy jeszcze nie spotkałam:) 
I tak się zaczęłam zastanawiać, skąd mama wiedziała, że  to "angielskie" kolory? 
W dobie czarno- białego tv, jaki mieliśmy w domu, nigdy nie była w Anglii...
Może z gazet lub czasopism? Ale zza żelaznej kurtyny niewiele do nas wtedy docierało.
Prenumerowane od lat 50- tych przez Mamę polskie, "modowe" czasopisma, 
drukowane na brudno- żółtym prawie papierze, a w nich projekty odzieży 
 i formy w kolorach równie burych co ubrania  na ulicach.
Więc skąd ta znajomość zagranicznej  kolorystyki? 
Owszem, miałyśmy w domu kilka katalogów odzieżowych, 
przywiezionych z dawnego NRD przez zaprzyjaźnioną klientkę;)
Oglądane przeze mnie z namaszczeniem, pod kontrolą mamy, 
by nie zniszczyć cennej zdobyczy:)
Ale była to moda niemiecka, klasyczna bardziej, kolory raczej podstawowe, stonowane.
Sporo brązów, bieli, szarości, granatów i stylu marine. 
Nie nosiło się wówczas krzykliwych , dziś modnych neonowych turkusów, fuksji, 
żółci, pomarańczy czy seledynu:)
  
Być może styl angielskich zestawień kolorystycznych poznała w szkole  krawieckiej, 
którą ukończyła z wyróżnieniem
 i później zdobyła tytuł mistrza w tej dziedzinie.
A być może z książek, które zawsze ceniła, a miała na nie niewiele czasu.
To ona od dziecka uczulała mnie nie tylko na barwy, 
odcienie, faktury i desenie tkanin ale i na świat przyrody. 

Dziś wiem, że ten zestaw kolorów, to po prostu angielskie ,
 różane ogrody:)
Czyż nie? :)
źródło: flickr

7 komentarzy:

  1. Oj tak angielskie różane ogrody :))) ,które miałam przyjemność zwiedzać :)i te kolorki mmmmmmm moje ukochane :)Juz wiem Krysiu ,ze coś dla mnie masz :))) a skoro już tutaj jestem, pragnę złożyć Tobie Krysieńko moc najserdeczniejszych życzeń z okazji Twoich jutrzejszych imienin :) ślę buziole ,pozdrawiam Lidka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, a ja zwiedzanie Anglii mam dopiero na etapie marzeń;))
      Dziękuję bardzo Lidziu:)

      Usuń
  2. "Urwis" napisała mi taki komentarz , a ja przez przypadek skasowałam, sorki:) i dzięki:)
    "Prześliczne kolorki :) odważne zestawienie, ale daje wspaniały efekt :) "

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie to wszystko razem wygląda a ogrody angielskie wręcz urzekają :) pozdrawiam Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, ze zdjęcia nie pachną;) ja te róże, prawda?:)

      Usuń
  4. Piekne.kwiaty,zycze.duzo.zdrowia,dlugich.lat.zycia.w.zdrowiu.i.szczesciu,.pozdrawiam.cieplo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Aniu bardzo za pamięć i że zaglądasz:)

      Usuń