Im dłużej żyjemy-tym większe zataczamy kręgi:)


Obserwatorzy

poniedziałek, 13 lutego 2017

Makowa czapka z warkoczami:)


Tym razem dostałam nie lada zadanie, 
by dorobić czapkę (beret?) do szalika,
który zrobiła inna dziewiarka:)



Miałam dostępny tylko jeden motek,
włóczka dość cienka, więc uznałam, że czapka cieplejsza będzie z podwójnej nitki.

Na początku próbowałam rozgryźć wzór z szalika,
jednak w końcu wybrałam tradycyjnie mój misz-masz:) z głowy.


Bożenka nie do końca była pewna, czy ma być czapka,
czy beret, więc połączyłam obie wersje.


Niestety kolor czerwony należy do tych, które zmieniają sie bardzo w obiektywie aparatu:(
Tu wyszedł mi sporo jaśniejszy, niż jest w realu.


Włóczka ma piękny kolor porzeczkowego, portugalskiego  wina,

albo młodych, polskich  maków:)


Gdy do tego doda się chiński ryż, słowiańskie warkocze, 
wyjdzie nam szyk paryskiej elegantki:)


Jeśli uda się namówić właścicielkę do przesłania mi zdjęcia
w tym energetycznym komplecie, będę w skowronkach:))

czwartek, 9 lutego 2017

Znów pomieszałam kolory:)


Skoro paseczki są takie modne w odzieży, 
 namieszałam i ja:) 


Moher przerabiałam na zmianę z cieniowaną mieszanką wełny i akrylu.
To jeszcze nie koniec pracy, jak widzicie- druty z żyłką  są na dole. 


Już dwa razy robiłam karczek, niewykluczone,
że jeszcze go troszkę przerobię na szerszy dekolt.


A tu moje chore kociątko, 
zamieniło się w kangura i siedzi pod moją bluzą, gdy ja dziergam:)

wtorek, 7 lutego 2017

Jak karnawał, to karnawał ! :)



"Wolę być różowym lisem,
niż chodzić w jego futrze...:)"



...myśli  Lala...:)

Taki mały przerywnik w poważnych postach o dzierganiu:)

niedziela, 5 lutego 2017

Frak dla Driad...czyli zielony, wełniany, duży sweter z koła:)


Ten duży sweter zaczęłam chyba dwie wiosny temu... :)

Tradycyjnie skończyłam, bez wszycia nitek schowałam i zapomniałam:(
Teraz, gdy mrozy nastały spore, przypomniałam sobie o nim.
Nitki wszyłam niewidocznie, aby można go było nosić i na lewej stronie.



Jako bazy użyłam zielonej, cienkiej, melanżowej wełenki,
takiej nieco artystycznej,  o różnej grubości.
Pozostałe cienkie kolory w kolorach typowo leśnych drzew miałam w domu.



Przewijają się tu brązy, miody, beże, krem, oraz kilka odcieni zieleni.
Sweter mimo, że gruby, jest cudownie miękki i nie gryzie:)


Nie mogłam się oprzeć i zrobiłam wiele zdjęć,
by pokazać Wam miękką strukturę swetra.

Sweter jest idealnym kołem, 
rękawy niezbyt szerokie, ale wygodne.


Z ciekawości zmierzyłam go i średnica to ok. 140 cm.
Cały sweter waży ok. 92 dkg.
czyli nie jest taki ciężki, jak na duży sweter, właściwie płaszcz.
Włóczka to w 95 % wełna owcza.


Przy początku dziergania postanowiłam,
że nie będą widoczne dodawane oczka w obwodzie,
dzięki temu nie ma dziur.



Sweter idealnie przypomina mi pnie drzewa, 
korę, las, paprocie i igliwie;).



Troszkę w zdjęciach przeszkadzało mi słonko robiąc cienie na dzianinie, 
ale sweter zajmuje dużą powierzchnię, więc inaczej się nie dało.
W realu jest bardziej zielony:)


Jak widzicie, Sarenka nie odpuściła sesji:))


Sweter jest wolny, grzeje niesamowicie,
więc gdyby komuś się spodobał, zapraszam na maila:)


Można go swobodnie nosić przez 3/4 roku:)
Nadaje się idealnie jako płaszcz w duże mrozy,
wystarczy przepasać  paskiem, lub spiąć klamrą:)

czwartek, 26 stycznia 2017

Szare, zgrzebne skarpety wełniane z warkoczami- wersja druga:)




Byłam bardzo wkurzona, bo już po raz drugi w ciągu kilku lat, 
zaginęła mi przesyłka polecona.
Tym razem niestety, do Szwecji.
Wyszła z naszego kraju i słuch o niej zaginął.



Czekam na info z poczty, a w międzyczasie zrobiłam dla Angelici nowe skarpety, 
prawie identyczne jak poprzednie.

Nie miałam już tej samej wełny, 
ale znalazłam dość grubą, w pięknym, szarym kolorze.


Dodałam do niej mały motek w podobnym odcieniu i z niej zrobiłam pięty, 
bo by na całe skarpety nie starczyło tego motka.



Znów gęsto przeplatałam warkocze,
skarpety są nieco zgrzebne,
ale super grzeją;)







I po szarościach, już u mnie na drutach kolory:)


Jak widzicie, kocięta mi dzielnie pomagają:)



sobota, 14 stycznia 2017

Ryżowa, melanżowa czapka z pomponem:)


Kilka lat temu zrobiłam zwykłym ściągaczem, 
 z jednego motka taką prostą czapkę.


Jeszcze wtedy nie umiałam robić bezszwowo.
Oczywiście czapka trafiła do pudła, nikt jej nie nosił a ja o niej zapomniałam.



Niedawno wyjęłam, obejrzałam dokładnie i nie podobał mi się szew bardzo. 
Nie namyślając się sprułam, przerobiłam na okrągło,  na drutach z żyłką.
Dodałam do tego motka jedną, cienką nitkę szarej wełenki, żeby splot był grubszy.


Chyba drugi czy trzeci raz w życiu robiłam coś ryżem, bo nie przepadam za tym wzorem.
Ale skoro modny:) i w czapce, moim zdaniem wyszło fajnie.



Córka miała dodany w gratisie do kurtki szary pompon z futerka.
Dołączyłam do niego  nitkę,
przewlekłam u góry czapki, by można było odczepić do prania.


Moje dzieci orzekły zgodnie,
 że wygląda jak kupiona w firmowym sklepie:))



No a przecież ma wyglądać, jak robiona ręcznie, 
unikatowo i oryginalnie:)
Ot paradoks:)


niedziela, 8 stycznia 2017

Słoik z landrynkmi- czyli zimowy sweterek z łotewskiej wełny:)


Na okres świąteczny wyłączyłam komputer zupełnie, 
by nieco od niego odpocząć. 
Śledziłam jednak pocztę w telefonie, 
przeglądałam Wasze blogi i dziewiarskie nowości. 
A w międzyczasie, niespiesznie przybywało sweterka.
Postanowiłam, że nie będę się ścigać z czasem, 
bo wełna cieniuchna, po co mam się wkurzać?
Czasem w ciągu dnia zrobiłam tyko kilka rządków, 
ale i to zaliczałam do małego sukcesu, czyli na plus.
Przecież żeby nie zwariować zupełnie w naszym pędzącym
i często tragicznym czasie na świecie, trzeba cieszyć się chwilą!:)
I z takich małych chwil powstał sweterek- przypadkiem "piórkowy".
Zużyłam na niego 170 gram wełenki, czyli ze średniego motka zostało mi maleństwo. Dodałam nieco moheru w różnych, ale pasujących kolorach, żeby sweter nie był zgrzebny za bardzo:)
Tak więc w całości sweter waży niecałe 200 gram, tyle co puch:)


Dziś mam jedynie zdjęcia robocze, bo niestety, żeby nie było tak sielankowo...
gdy już skończyłam sweter i potrzebowałam coś tu do Was napisać, okazało się, że mam awarię komputera...do nie wiem kiedy:(
Dziś korzystam z uprzejmości znajomych, 
którzy pożyczyli mi na chwilę "laptoka":)
Więc kiedy powstanie następny post, trudno mi powiedzieć...:(
I tak wracając do zdjęć roboczych, następne, 
bardziej realne czyli obrobione, wyraźne sploty i kolory  mam w planach:)


Sweterek jest przed praniem, skręca się lekko w jedną stronę, 
bo wełenka Liloppi Luna jest uprzędziona z jednej nitki.
Ponieważ jest to wełna organiczna, ma w sobie sporo mikro źdźbeł traw i siana.
Wszystko skrupulatnie wyciągałam, 
pasmo po paśmie  przed wrobieniem w dzianinę
- kolejny test na moją cierpliwość
- jeszcze ją mam w sporej ilości:)


Muszę przyznać, że obejrzałam już sporo prac z tej wełny.
Na "facebooku" Karolina wraz z Wami,
dzierga z niej wiele chust- entrelaców.
U innych babeczek powstają chusty, sukienki i swetry:)
Jest się czym inspirować!

Zatem do miłego Mili Moi ,
czyli do czasu, aż:
- upiorę sweter
- on pięknie zmięknie:))
- zapozuje mi uśmiechnięta modelka oraz
- uda mi się to wszystko Wam skrupulatnie zrelacjonować.

A na 
Nowy Rok;
życzę Wam tego co i sobie:
Oby wszystko w naszym życiu było sprawne!!!!
Czy to w sferze materialnej, czy duchowej:)