Miały być cieplutkie, niebieskie, miękkie na tyle, by pisać długo i swobodnie na komputerze:)
Poszukałam włóczki u siebie, znalazłam moteczki Bergere de France- mieszanka wełny i akrylu.
Zrobiłam kombinacje alpejskie;)) czyli paseczki,
bo miałam tylko jeden motek tego błękitu nieba.
bo miałam tylko jeden motek tego błękitu nieba.
Nawet warkocz taki inny:)) pierwszy raz w życiu wypróbowany podwójnie,
Już miałam wszywać niteczki...gdy w ręce wpadła mi ta błękitna,
mięciuchna, grubsza włóczka.
mięciuchna, grubsza włóczka.
Po prostu wyjrzała do mnie z worka, a jak szukałam niebieskiej, jakoś wyjść nie chciała:))
Więc pomyślałam, może na szydełku? Będzie szybko i ciepło.
Prułam dwa razy, jakoś nie szła ta robota, coś mi nie leżało....Powstała jedna próbna łapka.
Wyjęłam druty ponownie, i ....zrobiłam mięciuchne, cieplutkie, z warkoczem i plastyczne!.
Do trzech razy sztuka!
Właśnie je kończę, więc zdjęcia na blogu będą może w sobotę...
Jutro mój aparat foto wyjeżdża z zespołem tanecznym w delegację,
no nie sam:) z córką;))
Tak więc przeplatam pomarańczowe prace na szydełku
ze spokojnymi kolorami na drutach:)
Powiem Wam, że w ten sposób nie przeciążam stawów rąk i oby tak dalej,
bez potrzeby maści i bandaży.
Słonka Wam życzę i ciepła!:)



Fajne te niebieskości:))
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
fajny kolor, gratuluje fajnych mitenek, a, ania, zapraszam Cie Krysiu do mnie. ania
OdpowiedzUsuń