Ta dziwna skarpeta, to moja druga w życiu:)
Pamiętacie jak uczyłam się sama je robić?
To było jakieś trzy lata temu, czas tak biegnie...?
To było jakieś trzy lata temu, czas tak biegnie...?
Pomyślałam wtedy:
" Po co robić takie gładkie, jak już się męczyć:) to może wrabiane?
Z jakimś ciepłym, czerwonym wzorem".
Zrobiłam ją z mocno zgrzebnej wełny,
kremowej w połączeniu z cieńszą, czerwoną.
Oczywiście jeszcze metodą przekręconych oczek-
które wówczas wydawały mi sie "proste" i skręcały lekko skarpetę.
Nie będę już się cofać w rozwoju dziewiarstwa,
więc ją spruję.
więc ją spruję.
Ale tak dla potomności,
zostawiam tu moje, nieudolne wprawki:)
zostawiam tu moje, nieudolne wprawki:)
A co tu ze skarpetą robi latarenka?
Na dodatek w kolorze koralowym:)
Ano kupiłam ją sobie na wyprzedaży, trzy razy oglądając,
bo przecież mam świeczniki na tea- lighty:)
Ale powiem Wam, że jest to idealna sprawa, przy zwierzętach,
po prostu nie osmalą sobie wąsów!
Mają bowiem moje koty w zwyczaju:)
Mają bowiem moje koty w zwyczaju:)
Znacie na pewno te latarenki, zwłaszcza w białym kolorze.
Fajnie wygląda na parapecie, gdy szybko zapada zmierzch..
"Jesień, idzie, nie ma rady na to...":)
PS.
Usiadłam właśnie, by napisać ten post
a Lalusia już koło mnie,
zaanektowała skarpetę:))
PS.
Usiadłam właśnie, by napisać ten post
a Lalusia już koło mnie,
zaanektowała skarpetę:))

















































