




Ja pisałam kiedyś- a może nie:)) od klejenia...a właściwie rozklejenia papierowej, ozdobnej torebki, kupionej w sklepie, rozpoczęła się moja przygoda z papierem i klejem.
Był to rok 95:).
Czyli baaardzo dawno temu:)
Sama opracowałam technikę, a raczej kolejność sklejania tychże.
Był to czas, gdy papier kolorowy, ozdobny pojawiał się nieśmiało, zaczęła nas zalewać plastikowość chińskiej, papierowej galanterii.
I mimo, iż patriotycznie lepiłam torebki z polskiego papieru- szukałam coraz to nowych wzorów- okazało się, że nasza grafika nie dorównuje jednak zachodniej, skandynawskiej czy nawet czeskiej.
A po jakimś czasie wspólnie z moją przyjaciółką doszłyśmy do wniosku, że lepsze torebki z eco papieru:)
A znamy ów szary papier z dzieciństwa i młodości, gdy torebka foliowa- czyt; reklamówka była rarytasem "za 10 centów w Pewex-ie":), a zakupy jak cukier, kaszę i sól kupowało się na dkg:) w szarych torebkach.
Mleko i jego pochodne dostępne wyłącznie w szklanych butelkach...lub nawet chodziło się z własną bańką:)
Wszystko miało smak, warzywa z działki pachniały, ech.....:)rozmarzyłam się.
I wtedy to śmietniki były mniejsze, bardziej ekologiczne.
I tak powstawały głównie dla galerii mojej Eli - torebki z brokatem czy piórkami- w zależności od świąt:))
I teraz też dostałam zlecenie "na wczoraj" na kilka torebek.
No to są:) - z tego co miałam w domu.
Lubię swoje domowe eco- gazety, tapety, serwetki, szmatki, sznurki i klej introligatorski.
Przywiązana nadal do szydełka- wyszłam wczoraj na chwilę i złapałam na mojej "dzielni":) wiosnę- kwitnącą czereśnię...chyba:)
A przygotowania do świąt leżą i chyba zdam sie na swoje dorosłe już dzieci w tym temacie.
Miłego Wielkiego Tygodnia dla Was.
To dla mnie zawsze tydzień refleksji, wspomnień...zadumy.
Pocieszeniem jest fakt, że koniec pewnego etapu w życiu bywa początkiem czegoś nowego.














































