Im dłużej żyjemy-tym większe zataczamy kręgi:)


Obserwatorzy

sobota, 13 sierpnia 2011

"Siała baba mak, nie wiedziała jak":))








Właśnie tak- nie wiem jaką drugą stronę poduszki z maczkiem wybrać?
Z jednym płaskiem makiem, czy z dziewięcioma?
Plis, plis, plis...pomocy:)
A może 9 maków to już nową poduszką ma być?
Jeśli jesteście chętne na taką poduchę- piszcie, miłe moje...bo jak się rozs-mak-owałam w małych formach kwiatowego patchworku....to zasypię Was niebawem kolorami:))- być może;)

Dodatkowo pochwała dla pewnego turkusowego akrylu- miękki jak puch, śnieg, fale morske...?:)

No i sprawa zaległa; - wyróżnienie przekazuję dalej...ale wybaczcie- jednej młodej osóbce z bloga Natalia Kiwibird;)
To bardzo pomysłowa dziewczyna, bardzo eko, pracowita i twórcza.

O sobie nie będę pisać....bo wszystko wiecie:))z kolorów mojej tęczy
(czyli zmienna, kapryśna, czasem niedokończona...niematerialna i nierealna;)).

Miłego, twórczego, długiego weekendu dla Was:)







niedziela, 7 sierpnia 2011

Poduszka szydełkowa z makiem- czyli... "czasem człowiek musi:))..."






zrobić coś dla siebie, dać upust swojej "twórczości naiwnej" - jak mawia jedna z moich miłych El:))
Znużenie na człowieka przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie, razem z tzw. zmęczeniem materiału- czyli człowieka-kobiety:))- jeśli nie miało się urlopu od bardzo dawna.....:(od prac wszelakich.
Tradycyjnie wkoło rozpoczętych prac kilka, ale żeby się nie "wypalić"- czasem trzeba coś dla siebie- "ad hoc":))
Czyli, mam nadzieję- usprawiedliwienie przyjęte.
To dopiero pierwsza strona poduszki, nie mam "pomysła" na drugą...a raczej jest ich zbyt dużo:)
I tu liczę na Wasze podpowiedzi:) oczywiście- jeśli poduszka z przestrzennym maczkiem Wam się podoba- jest do wzięcia:)

A muszę Wam powiedzieć, że inspiracją- iskrą była da mnie Paula:)
Dostałam fajne wyróżnienie- dziękuję.
Ponieważ Paula lubi kolory czerwone, białe...a ja zielone, czasem czarne- powstał mak.
Dziś upał u mnie i głowa nie chce myśleć- a mam do przekazania wyróżnienia moim ulubionym blogom ...."pomyślę o tym jutro"...niczym Scarlett O'Hara:)

Ona też kochała kwiaty i kolor czerwony:)

Miłej niedzieli dla Was i całego tygodnia następnego:)

wtorek, 2 sierpnia 2011

"Ale wkoło jest wesoło...":))czyli tęczowy, śląski Spodek i naleśniki:)












Poduszka szydełkowa, tęczowa, skończona już dawno ale teraz nadszedł jej czas na blogu:)
Z każdej strony inna, prezentowana wcześniej na płasko.
Zapinana na przezroczyste, plastikowe zatrzaski, co chyba dobrze widać.

Lala już zawodowo- jak widać, pozuje od razu, gdy tylko coś ułożę na białym tle do zdjęcia;))
Ciciuk - kot - załapał się też na zdjęcie w mojej mikro kuchni;))ale jako dżentelmen- oddał pole do popisu Lali :)

A na dodatek - dziś feria kolorów w 3 kołach.
Koła zostały zamówione jakiś czas temu, jako poduszki oczywiście;)ale w określonym wzorze.
Kolory niestety nie są dokładne- tam gdzie widzicie granat- jest ciemny fiolet.

Starałam się sprostać wymaganiom - ale skonsultować je muszę naocznie, stąd ich prezentacja na blogu.
Być może niebawem uda mi się pokazać Wam jak miało być i jak jest - dla porównania.

Kolorowego i słonecznego sierpnia Wam życzę;)

PS.
A jaby tak nasz śląski "Spodek" pomalować na Tęczowo?:))
Jakby co...;)to mój pomysł jest!:))

środa, 27 lipca 2011

Tylko kolor:)



Na smutki,
tęsknotę,
brak lipca w lipcu...czyli lipcopad,
brak asertywności, a raczej ciężką naukę w tym temacie....
zieleń kojąca w odcieniu nadziei na lepszy czas,
mięty i melisy nadmorskiej od pewnej dobrej duszy...

I to by było na tyle...
w temacie rozterek życiowych.
To tylko maleńka próbka koloru a ja lecę dalej do prac rozpoczętych.

Słonka i dobrego nastroju Wam życzę, mimo wszystko!:)

wtorek, 26 lipca 2011

Niedzielne pastele...na smutki





"...na dzionek za krótki..."

Tak leżały pastelki koło mnie, szydełko też, a ręce ostatnio z "szeroko zamkniętymi oczami":) robią jeden wzór, więc się namotało:)niedzielnie coś, co samo chciało:)

Chyba poduszki z nich zrobię, być może wreszcie coś dla siebie...

Skojarzyły mi się z pastylkami- pudrowymi cukierkami, a Wam?
Nadal deszczowo, chłodno i jakoś nie wesoło, pozdrawiam...

środa, 20 lipca 2011

Moje chabry lipcowe;)





Odkąd pamiętam - kocham chabry;))
Jako kilkulatka zbierałam je na polach, do dużego koszyka, by mieć co charytatywnie:)) sypać na procesji Bożego Ciała.
Po Komunii był to już obowiązek- bardzo miły.

Pamiętam, że najwięcej było ich na polu księdza...tuż za plebanią...to się nazywa "Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek"...:)) bo na te łany zbóż był zakaz wchodzenia!

Były też i inne kwiaty-łąkowe; koniczyna, kaczeńce, rumianki, różowe kwiaty głogu- i tu trzeba było wspiąć się na drzewo(co to dla mnie! - "chłopczycy"....po co prosić kolegów, skoro mogę sama...i tak mam do dziś:))
Na końcu, gdy wydawało mi się, że mam kwiatów jeszcze za mało (a koszyk był pełny po brzegi:)) biegłam do Taty na działkę- a tam raj:))
Prosiłam pięknie, że "przecież zaraz przekwitną i opadną" z buzią w podkówkę... i dostawałam cudowne kwiaty piwonii, jakieś róże wczesne, czasem lwie paszcze::))i wiele innych, bajecznie kolorowych okazów i dumę Taty!:))
Koszyk miałam zazwyczaj największy i najbardziej kolorowy- jak to dziecko, rosłam z dumy:)

A dziś- tak mi się ta włóczka "upolowana" za grosze, stara jak świat:) w kolorze indygo- a dla mnie chabrów- skojarzyła z dzieciństwem i tymi kolorami, którymi Was tu dość często raczę:))
Na dokładkę moje nieskończone chabry, bratki i inne błękity naklejone na kartkach- tylko wybierać:))
I tradycyjnie- moje marzenia zamknięte w torebce- chabry do wysiania- znalazłam w szufladzie- jeszcze z zeszłego roku...
Bo jakoś mi umyka, by kupić ziemię i wysiać ...tylko do doniczki- moją namiastkę dziecinnych wspomnień.

Pozdrawiam was chabrowo, nostalgicznie:)

niedziela, 17 lipca 2011

Soczysta, owocowa, poduszka szydełkowa:)







Jakiś czas temu prezentowałam Wam okrągłą, tęczową poduszkę-na zamówienie.

I jak ją wczoraj wyciągnęłam do wykończenia- nie podobała mi się już...więc złapałam za szydełko i jest nowa- tęczowa, soczysta, jestem z niej zadowolona:).
Sprytnie ukryłam zdjęcia poprzednich dwoch kół- tych mniej udanych- widać różnicę, prawda?
Niebawem wstawię gotową, jak i pled, który do niej zrobiłam.

A potem następne zamówienia- bardziej i mniej okrągłe:))

Pozdrawiam upalnie i niedzielnie:)

wtorek, 12 lipca 2011

Kawałek poduszki patchworkowej w porze wieczorowej;)...





...się robi w międzyczasie moim, jak wszystko ostatnio:)

Pozdrawiam zielono-oliwkowo-lipcowo:)

środa, 6 lipca 2011

Takiej modelce odmówić sesji nie można:)






Chyba powinnam zostać jej menagerem i zatrudnić Lalę w reklamie :)) pasmanterii lub nawet piosenek Ewy Demarczyk: "...masz takie oczy zielone...":))
Pamiętacie?:)

niedziela, 3 lipca 2011

Dzisiejsza kawa, wczorajsza 29-letnia zdobycz i coś na słodko:)






Oj, jesiennie za oknem w środku lata:(
Ale jakoś ratować się kolorami trzeba:)
Wklejam zdjęcia bardzo szybkiego ciasta urodzinowego Martynki- a robię je wyłącznie na urodziny dzieci od 21 lat( syn ma 22 lata;)- i zawsze sie udaje, mimo, iż za każdym razem inne.

Przepis na tort bez pieczenia:)
Na dno tortownicy pokruszyć biszkopty, herbatniki- dowolnie:)
Krem budyniowy:
ugotować 2 budynie dowolnego smaku:)w 1/2 litra mleka, gdy przestygnie nieco- dodać pół, lub mniej kostki masła.
Można wrzucić rodzynki, orzechy, zapach waniliowy lub pomarańczowy( wg gustu) kilka kropli.
Jeszcze ciepły budyń wymieszać z masłem aż powstanie gładka masa.
Krem wyłożyć na dno tortownicy, na biszkopty lub przełożyć gotowy biszkopt- jeśli mamy:) .
Owoce z puszki( ananas, brzoskwinia) lub sezonowe: truskawki, jagody-wyłożyć na krem.
Następnie tężejącą galaretką zalać owoce.
Inna wersja- bez galaretki, to posypanie wiórkami kokosowymui góry ciasta i udekorowanie owocami, orzechami, rodzynkami.
Smacznego:)
Czas pracy- ok 1/2 godziny.





A przedstawiam Wam moją dość starą pracę- na szybko haftowałam, niecierpliwie, gdy dzieci wyjechały na jakąś wycieczkę w góry.
Bardzo drobna kanwa wkurzała mnie, więc tylko miejscami krzyżyki, a większość półkrzyżyki:)
Niedawno odkryłam, że mam i schemat chłopczyka....tylko z czasem u mnie gorzej:(.

Jeszcze popatrzcie- jaką zdobycz upolowałam na prawdziwym pchlim targu za całe 2 zł a kiedyś kosztowała 100:)
Książka z 1982 roku- czyli ma 29 lat, ale świetnie są opisane rodzaje i techniki haftów regionalnych.
Będę pomalutku haftować krok po kroku, bo haftow płaskich nie zdążyłam się od Mamy nauczyć.

I jeszcze w środku znalazłam kawałek karteczki z pieczątką Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego z Gdańska....- i w wyobraźni zastanawiam się, jak taka ciekawa książka- dla mnie skarb- zawędrowała przez całą Polskę znad morza na Śląsk..:)), jakie były jej losy, przez ile rąk przeszła, zanim trafiła do mnie?:))

Dobrego i słonecznego tygodnia dla Was.