




Zawsze musi być kiedyś ten pierwszy raz, prawda?
Często myślimy- nie umiem, nie dam rady....
A moja Mama w takich sytuacjach powtarzała:"Jak to nie umiesz- umiesz!".
I tak zostałam zakodowana:)
Dlatego mierzę się z różnymi projektami, pasjami, szukam po prostu:)
Taki kod z dzieciństwa, miewa swoje i złe strony...mocy:) ale o tym nie będę tu pisać.
Poncho zrobiłam na szydełku na tzw."oko":)
Toteż lekko jest obszerne, "na ludziu" faluje się ładnie.
Rękawki długie do nadgarstka, a z przodu i tyłu też spore:)
Wokół szyi wykończyłam muszelkami, żeby tak "goło" nie było:)
Zużyłam ok 35 dkg tej cudnej, puchatej włóczki.
Wplątałam do tego poncha troszkę skrzydeł Anioła Stróża, by otulały osóbki je noszące;)
Koteczka moja - to już ma kontrakt modelki zapewniony:))w garderobie zawsze świeża karma i woda musi być:)
I to by było na tyle...z początkiem października:)
Dzięki, że zaglądacie i komentujecie- bo to dla Was nauczyłam się blogowania, choć długo myślałam, że nie umiem;))














































