Dziergam sobie pomalutku, oczek dużo,
przewijają się kolory przez palce....dla spokojności:)
Niespokojnie na Słońcu, niespokojnie w świecie,
za naszymi granicami, i u nas...na naszych ulicach.
Nawet mojego domu wczoraj nie ominęło nagłe,
niespodziewane tornado z huraganem razem wzięte:(
***
A dziś....tu niby mam przygotować święta....
nagle zaniemogła moja najwierniejsza psiunia- Sarenka.
Dopiero co Kocio doszedł do siebie jako tako po operacji
(choć nadal z niepokojem czekamy na wyniki w kwestii onkologicznej)
a znów czekają nas wizyty u weterynarza.
a znów czekają nas wizyty u weterynarza.
***
A co ja robię wieczorami, biorę druty i dziergam....
Kiedy przechodzi oczko za oczkiem, gdzie nie trzeba śledzić wzoru,
a czynność niby monotonna, powtarzana, daje chwilowe poczucie bezpieczeństwa.
Myśli powoli się uspokajają, wygładzają niepokoje,
przychodzą nawet rozwiązania problemówe mniejszych i większych...
Świat zawężam sobie wtedy do mojego prywatnego azylu,
jaki zajmuje miska z wełną i przybywająca dzianina.
Ten post dedykuję wszystkim
Dziewiarkom:)
Dziewiarkom:)
- wiecie o czym piszę:)
Tu kawałek miejskiej choinki na katowickim rynku:)
***
Takiej spokojnej chwili wytchnienia
w nawale prac Wam życzę;)



















































