...czyli migawki z życia mojego Ciciuka;)
"Jak się nie ma szansy na wakacje pod palmą,
to się leży pod Peperomią:)" - myśli mój kocurek.
Na tym starym (ma jakieś ponad 30 lat) lnianym obrusie,
przy stole kuchennym, właśnie w takie sobotnie popołudnia,
mama stawiała domowe ciasto, ja robiłam mocną herbatę,
rozmawiałyśmy o przyszłości.
Kiedyś mama przejechała reką po obrusie i mówi:
- Lubię ten obrus.
Ja jej na to:
- Też go lubię;)
Jest to jedna z nielicznych pamiątek po moim domu rodzinnym.
I dzisiaj, mimo, że nadal gniecie się okropnie, jest miły i mięciutki.
Jak przejadę po nim ręką,
przenoszę się w magiczny świat
dziecięcych i młodzieńczych wspomnień.
Tak, ja pstrykam zdjęcia a robota morskiego swetrzycha leży odłogiem:)
I pewnie długo poleży, bo kończę...a końca nie widać;)... duży projekt.
Serduszko z zamyślonym amorkiem dostałam
od syna na Dzień Matki,
ale zapomniałam o tym napisać;)
Podobnie się czasem, jak widzicie, zamyślam....:)
Dobrego wieczoru lipcowego Wam życzę:)





:-)
OdpowiedzUsuńWitaj KOCHANA,
OdpowiedzUsuńMasz piekne wspomnienia z rodzinnego domu, nie wazne sa palmy pod ktorymi mozemy lezec, ale nasze wspomnienia, dusza, atmosfera domu, i moze byc geranium cos w tym stylu, wazne sa nasze piekne chwile , pozdrawiam Cie, ania