Na duże stresy i smutki:)
Tak się ratuję, gdy nerwy mam w przysłowiowych "strzępach".
Muszę szybko, coś niedużego..."natentychmiast"...wiadomo skarpetki :))
Czasem jak widać stres mija po pierwszej wełnianej skarpecie...
czasem kończy się na pruciu połowy,
bo coś nie gra, np grubość wełny z grubością drucików:)
A czasem tylko powstanie ściągacz i problem mija-
czytaj: "przychodzi rozwiązanie do głowy".
A Wy jaki macie sposób na stresy?
Potem, już na spokojnie, trzeba będzie dorobić drugą do pary,
bo tak kulawo i prawie boso nie da się iść dalej:))
Dziś pokazuję ostatnie pojedyńcze skarpety,...jest jeszcze ich kilka, schowanych wcześniej.
PS. Post ten dedykuję:
dla wszystkich wiedźm:) czyli kobiet...które wiedzą...:)
dla wszystkich wiedźm:) czyli kobiet...które wiedzą...:)



super podoba mi się.
OdpowiedzUsuńpoizdrawiam
Skarpetek nigdy za dużo, a te są w pięknych kolorach:)
OdpowiedzUsuńOlá amiga, tenho um blog sobre artes em geral, o Agulha e Tricot by Tita Carré, já visitastes?
OdpowiedzUsuńAdoro teu blog, sempre tem coisas lindas,
,beijokas
http://www.titacarre.com
Krysiu, chyba nie jestem wiedźmą, bo nie wiem za bardzo co to stres, strach-tak, ale stres nie. Nie wiem, co lepsze, od tego pierwszego wpada się w chorobę, od tego drugiego wpada się w panikę. Co by to i jakby to nie było, życzę Ci wyciszenia, czasami trzeba i odpuścić, a czasami pomaga mantra" ...a co by się stało, gdyby się to stało?..." buziaki, trzymaj się!
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńZ wiadomych względów robiąc skarpetki na drutach popadłabym z pewnością w jeszcze większy dół:))) A "skarpetka" wylądowałaby w koszu!
OdpowiedzUsuńZły to sposób dla mnie, oj zły:)))Natomiast w Twoim wykonaniu to istna arte-terapia!:)