


Skończyłam dużą, delikatnie perłową chustę.
Była już szara, wiśniowa, kremowa, fiolet czeka na mój dobry dzień- by niteczki pochować:) - teraz biała:)
Włóczka to mieszanka akrylu z wełną- lub sama wełenka, ale niesamowicie miękka i puszysta.
Waży tyle co puch:)
Dziś zaplanowałam sesję biało-zieloną, broszka z piór i korale-przerobione z ulubionych korali mojej mamy- agaty wydłużyłam maleńkimi szklanymi koralikami, żeby były nie babcine a hippi:)
Oczywiście moja koteczka biała wpasowała się w klimat- oczy ma pistacjowo-zielone:).
Jakoś tak mi się przyszła właścicielka chusty kojarzy z perłami, pastelami i zielenią.
Wiosna, wiosna...ach to TY?:))
Śliczna:)
OdpowiedzUsuńNawet na zdjęciu czuć ten "puch". Takie chusty są nieśmiertelne. Super
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Oj, słusznie Ci się kojarzy :)))
OdpowiedzUsuńeL
Zboczyłam do Ciebie z jakiegoś bloga i spodobało mi się tutaj więc będę zaglądać częściej.Chusta jest śliczna jak i inne rzeczy, które tu zobaczyłam i wrócę po więcej.
OdpowiedzUsuń