W oczekiwaniu na włóczkę do szydełka ,
oraz w chwilach wielkiej chandry,
dziergałam po nocach swetrzycho- chyba z miesiąc temu:)
Miał być z tego letni sweterek melanżowy...a wyszło
katowickie rondo:)
na cztery pory roku:))
Czemu będę pruć , już po raz trzeci, jak nie czwarty...
górę, czyli karczek i pół swetra? :))
Ano:
-bo rękawki po dołączeniu do karczku wyszły za długie.....
-bo i sama sukienka była już mi za długa.....
-a teraz...bo mi się moje osobiste gubienie oczek w karczku nie podoba.
Robię to po raz pierwszy, metodą prób i błędów....:))
Wiem, że mogłam gubić pod pachą po skosie, ale
...no właśnie, chciałam okragły, fajny , nie kanciasty
dekolt:))
No wiec, będę sobie dziergać na nowo i pruć ,
jak tylko skończę narzutę...już , już niedługo:))!!!
Każdy kawałek sukienki jest inny i tak sobie wymyśliłam, nie z braku włóczki.
Mam taką duszę cygańską i już:))
Mam w głowie i już nawet w worku przygotowaną inna wersję kolorystyczną.
Dla mojej córki o karnacji mulatki:))
Bawełna, delikatniejsza i lżejsza, oraz moherek i melanże w odcieniach łososia, na sweterek.
Ale najpierw muszę się nauczyć robić ten karczek poprawnie;))
A na dokładkę dzisiejsze zdjęcie ;
"Śpiąca Królewna na ziarnku grochu":),
czyli Sarenka, towarzyszka mojego dziergania;))
Do miłego mili moi:)