takie toczą się rozmowy:
- Co Pani z tego robi? - pyta Pani, która szybko przyszła się uczesać
- Narzutę :)- odpowiadam...
Za pięć minut inna Pani, modnie ubrana w marynarskim stylu, z pięknymi, długimi, rudymi włosami, co tylko grzywkę przyszła podciąć ;
- O ile tych kółeczek Pani ma...co z tego będzie? pyta Pani zaglądając do sporego woreczka
- Narzuta- odpowiadam:)
- A można z tego broszki zrobić taka fajna wełna...
- Można...:) - odpowiadam
Za 15 minut;
inna Pani, co to się przyszła uczesać pięknie bo jutro ma rózwód, bo mąż zwariował w wieku 70 lat...i zmienia swoje życie...
- A co to, serwetki Pani robi?
- Nie, nie serwetki:)
- Ooo ile tych kółeczek Pani ma....a ile tych kółeczek Pani robi i co z tego będzie....?
- Narzuta, odpowiadam, no sporo kółeczek trzeba...sporo
- A ile tych kółeczek trzeba na jedno?
-?????? nie rozumiem o co Pani pyta?
Pani wychodzi, ale trzeba jej wybaczyć , zestresowana, ale z podniesioną, ślicznie wymodelowaną głową!
Za jakieś dwie godziny, w zupełnie innym mieście i miejscu, bo przecież co będę wracać z nową głową do domu, skoro pracę mam w torebce:))!
Do sklepu z pięknymi przedmiotami wchodzi pan....gada z przemiłą właścicielką dobrych kilka chwil.
Nagle pyta;
-Sama Pani jest?
-Nie, to tylko koleżanka hekluje na zapleczu:)) odpowiada moja przyjaciółka.
Takie oto przygody miałam z alpaką u fryzjera i na mieście, co to chodzę raz na dwa lata lub i nawet nie pamiętam kiedy....takem się zaszydełkowała w domu:)
Ale jest postęp w pracy, zaczęłam zszywać poduszkę, fajnie wychodzi:)
Pokażę Wam początek czegoś;)
-Co to będzie, pyta mnie córka, bo takie długie coś robisz....?
-No taki koci ogon, tęczowy, odpowiadam:)
Na moje nieszczęście:( wyrobiłam w jeden wieczór cały motek, więc wróciłam do szydełka, co mi ręce i stawy od niego trochę odpoczęły.
A to ja po metamorfozie:)
Troszkę pokolorowałam, bo wybitnie nie chciało mi się malować :) a zdjęć nie lubię sobie robić :)
Dobrych fryzjerów i niekończących się tęczowych motków Wam życzę:)
Buziaki!:))






Ale ta narzuta to piękna będzie :D
OdpowiedzUsuńJa czasem bym chętnie też wzięła włóczkę ze sobą,ale narażać się na tyle pytań? to niebezpieczne!;)pozdrawiam,życzę samych tęczowych kolorów.
OdpowiedzUsuńTo dopiero moje początki szydełkowania w wielkim świecie;))
OdpowiedzUsuńA serio, to już w pociągu kiedyś, nad wodą w lesie, u rodzinki na wizycie...
a jeszcze wiele miejsc mam w planach:))!
o a ja nie potrzebuję fryzjera, ale motki niekończące się to tak, bo sobie kiedyś chciałam drzewo ubrać ;)))
OdpowiedzUsuńnarzuta cudna będzie, a co to ten koci ogon kurcze piórko?
No narzuta cudna wiec... ile tych kółeczek będzie? :))
OdpowiedzUsuńBARDzO ŁADNE WŁOSY, I PLEDZIK I OGON;)
OdpowiedzUsuńFajnie tak mieś pracę w torebce....
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
bardzo, bardzo ale to bardzo podobaja mi sie Twoje zestawienia kolorów :)
OdpowiedzUsuńU fryzjerki byłam trzy razy w życiu i za każdym razem była z tego katastrofa, wiec wolę chodzić potargana i niedofabowana za darmo, w ramach samoobsługi.
OdpowiedzUsuńA Twoje narzuty niezmiennie budzą mój zachwyt, te kolorki zwłaszcza... Kolorki w tęczowym kocim ogonie również śliczne :)
Ja tak dwa tygodnie nad jeziorem spędziłam i siedziałam w cieniu na plaży, bo opalać się nie lubię i babcine kwadraty dziergałam... Przyglądano mi się z zaciekawieniem... (mam nadzieję że tylko z zaciekawieniem! :))
OdpowiedzUsuńpozdrawiam!
Dominika