Z dziećmi trzeba oswajać zimę psycholgicznie;)
Przychodzi syn z pracy, zmarznięty, nos czerwony, ja załamuję ręce i pytam;
Nie zimno Ci?
Przecież okropnie zimno jest?
Po raz setny moje bardzo dorosłe dziecię odpowiada ;
"Nie, mam kaptur..."
A co tam kaptur!
Już siedemnasty raz tej jesienio-zimy namawiam go na czapkę, bo mam ich bez liku,
zrobionych w czasach mojej specyficznej, prywatnej terapii zajęciowej:)
"Nie, nie chcę czapki"- odpowiada mi po raz siedemnasty...
Zrobię Ci taką jak zechcesz, może niebieską? - bo masz niebieskie oczy?
"... Nie..."
Ok, odczekałam, mróz i śnieg zawitał do nas...
Znalazłam szalik, kupiony jakiś czas temu w "secondhandzie",
ciepły, ogromniasty, milusi i raczej męski,
więc powstała do niego czapka, bardzo podobna.
A żeby nie było smutnie, wplotłam nieco czerwieni.
Dałam czapkę synowi i pytam; podoba Ci się?
"No...."
To włożysz jak mróz będzie?
"No, może włożę:)"
Tak to z młodymi bywa, wiem, bo i pamiętam siebie w tym czasie.
Chodziłam z gołą głową, bo przecież da się wytrzymać...do czasu, aż sama sobie,
w wielku lat nastu nie zrobiłam czerwonej czapki z pomponami :))
Dumnie obnosiłam się w niej niejedną zimę, zaplatając blond warkoczyki,
bo żadna inna fryzura nie pasowała, czapka była troche ciasna, kucyk się nie sprawdzał:)
A i wiadomość z ostatniej chwili:
córka naprzemiennie wkłada "obie- dwie" czapki z poprzedniego postu:)
Hu hu ha, hu hu ha,
czapka w zimę nie jest zła;))