Ostatnio nie zaglądałam do netu wcale, ale w realu nie próżnowałam:)
Udało się skończyć 2 pary błękitnych mitenek, oraz czapkę do kompletu.
Włóczka to wełna z akrylem, mięciuchna i ciepła.
Muszę wreszcie wydziergac coś dla siebie, bo złapałam się ostatnio na tym,
że w biegu, w przedpokoju wkładam "pierwszą lepszą" czapkę pod ręką...
sprzed kilku sezonów;)) delikatnie mówiąc.
Wełniane rękawiczki też nie wytrzymały próby czasu:)) jakaś niteczka się przetarła.
Ale czy odzież dziergana to ma być na wieczność i z żelaza?:)
Dla siebie (jeśli już;) robię najczęściej z włóczki z odzysku.
Często widzę duży potencjał we włóczkach i swetrach z second handu.
Mam cały, wielki pokrowiec takich sweterków, z bardzo ciekawych włóczek i wełenek.
Tylko czasu jakoś mam odwrotnie proporcjonalnie;))
Aktulanie jestem na etapie poduszek i chust, bardzo kolorowych,
tęczowych, o czym niebawem:)
Jutro grudzień, śnieg nadciąga i dobrze:) niech przykryje szarą, deszczową Ziemię.



















































